— Jest proste, — powiedziała Emma łagodnie, ale pewnie. — Wybierasz życie, w którym twoja matka decyduje za nas… albo życie, które tworzymy jako dwoje dorosłych.
Szczęka Leona napięła się gwałtownie.
— Nie mogę się z nią pokłócić. To moja matka.
— A ja jestem twoją żoną.
Te słowa uderzyły w niego jak zimna fala. Leon odsunął wzrok, jakby dopiero teraz zrozumiał ich ciężar.
— Emma… potrzebuję czasu.
— Weź go, — odparła. — Ale wiedz jedno. Jeśli teraz wychodzisz, to dlatego, że sam tak wybierasz. Nie dlatego, że ja cię wyrzucam. Ja zostaję tutaj. W życiu, które razem budowaliśmy. To ty zdecydujesz, czy chcesz w nim dalej być.
Przez dłuższą chwilę patrzyli tylko na siebie, w ciszy, która bolała. W końcu Leon odwrócił wzrok i wyszedł bez słowa. Emma stała w progu, aż jego kroki na klatce schodowej całkiem ucichły.