Emma stała w progu przez kilka sekund, patrząc, jak Leon wchodzi do mieszkania z dużą torbą podróżną w ręku

Emma stała w progu przez kilka sekund, patrząc, jak Leon wchodzi do mieszkania z dużą torbą podróżną w ręku. Na jego twarzy malowało się zmęczenie, a ramiona miał opuszczone, jakby ostatnie dni przygniotły go mocniej, niż byłby gotów przyznać.

Wszedł do sypialni bez słowa. Emma ruszyła za nim wolnym krokiem, opierając się o futrynę drzwi.

— Leon… Naprawdę uważasz, że to rozwiązanie? — zapytała cicho.

Nie odpowiedział od razu. Otworzył szafę i zaczął wyciągać ubrania, byle jakie, byle szybko.

— Nie mogę teraz tu zostać, Emma, — powiedział w końcu, z cichą, znużoną rezygnacją. — Mama… jest bardzo zraniona.

— Zraniona? — Emma uniosła brew. — Bo nie ugotowałam obiadu? Czy dlatego, że ktoś wreszcie odważył się powiedzieć jej „nie”?