„Elsa,
Elsa tej nocy prawie wcale nie spała. Słowa notariusza wciąż brzmiały jej w głowie, powracając uparcie niczym echo,
Jeśli czytasz te słowa, oznacza to, że mnie już nie ma. Nie dziw się mojej decyzji. Obserwowałem w ciszy. Widziałem, jak ciężko pracowałaś, z ilu rzeczy rezygnowałaś i jak nigdy niczego nie oczekiwałaś w zamian. Byłaś jedyną osobą w rodzinie, która odwiedzała mnie bez interesu. Jedyną, która naprawdę słuchała. Moje mieszkanie nie jest nagrodą, lecz kontynuacją. Zadbaj o nie — albo zrób z nim to, co uznasz za słuszne.”
Elsa opuściła kartkę. Ręce jej drżały.
Wiadomość szybko przestała być tajemnicą.
Na pierwszym rodzinnym spotkaniu atmosfera była wyraźnie inna. Uśmiechy stały się sztuczne, pytania zbyt konkretne, a zainteresowanie — nagle przesadne.
— To ogromna odpowiedzialność — powiedziała Helga pozornie spokojnym tonem. — Mieszkanie to nie zabawka.
— Właśnie — dodał Leon. — Zwłaszcza że dopiero co wprowadziliście się do swojego.