Drzwi zamknęły się za nim bez najmniejszego dźwięku. Nawet nie miał na tyle godności, żeby nimi trzasnąć.

„Możemy porozmawiać?”

„Proszę, jesteś zbyt impulsywna.”

„Nie chciałem cię zranić, ale musimy być praktyczni.”

„Wiesz, jaka jest mama — zawsze przesadza.”

„Porozmawiajmy. Kocham cię.”

Powoli wstałam i rozejrzałam się po kuchni. Stół nakryty jak po bitwie, zgaszone świece, rozsypane sztućce — wszystko wyglądało jak scenografia kiepsko odegranej sztuki, z fatalnie dobranymi aktorami.

Otarłam policzki wierzchem dłoni. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać.

Wzięłam telefon i napisałam tylko jedną wiadomość:

„To ja też przesadzę: koniec.”