Dobrze, że awansowałaś

Zamknęła oczy, myśląc o jutrze. Może pomaluje ściany w sypialni. A może nie ma planu. Może po prostu się wyśpi albo pojedzie do centrum. Zdecyduje rano.

Jej wybór.

Obróciła się na bok, przyciągnęła kolana do piersi. Ciepło, cisza, spokój. Nikt nie przyjdzie z nowym długiem. Nikt nie powie jej, co jest winna.

Winna jest tylko sobie.

Rano Nadieżda obudziła się ze słońcem. Poszła boso do kuchni, otworzyła okno i zimne powietrze wdarło się do środka. Uśmiechnęła się, zamykając oczy.

Ubrała się i wyszła na podwórko. Śnieg był nienaruszony, nikt jeszcze nie chodził. Wzięła łopatę ze składziku i zaczęła odśnieżać chodnik, pracując rytmicznie, bez pośpiechu.

— Dzień dobry, Nadieżdo Wiktorowno! — zawołał sąsiad z sąsiedniego podwórka.

— Dzień dobry!

Skończyła pracę, otrzepała łopatę i wróciła do domu. Rozpaliła piec — do wiosny planowała doprowadzić gaz, ale na razie radziła sobie w ten sposób. Postawiła patelnię na kuchence i ostrożnie rozbiła dwa jajka.

Telefon zadrżał w jej dłoni. Wiadomość od koleżanki: „Nadia, dyrektorka chce omówić nowe menu w poniedziałek. Mówi, że twoja opinia jest ważna.”

Nadia napisała krótko: „Będę.”

Usiadła przy stole z talerzem przed sobą. Jadła powoli, patrząc przez okno. Podwórko, płot, drzewa okryte śniegiem. Prosto, cicho, swoje.

Przypomniała sobie słowa Sofii Własowny: „Bez nas uschniesz.” Uśmiechnęła się lekko. Nie uschła. Wręcz przeciwnie — czuła, jak rozkwita, jak odnajduje siebie na nowo.

Nadia dokończyła posiłek, wstała i podeszła do lustra w przedpokoju. Spojrzała na siebie. Twarz wyszczuplała, oczy żywe. Przesunęła dłonią po policzku — zmarszczki były nadal, ale coś się zmieniło. Spojrzenie.

Kiedyś widziała zmęczoną kobietę, która ciągnie wóz. Teraz widziała osobę, która się podniosła, która się uwolniła.

Założyła kurtkę i buty. Postanowiła wybrać się do sklepu budowlanego, by obejrzeć farbę do ścian. Zamknęła drzwi i ruszyła w stronę przystanku.

Po drodze spotkała sąsiadkę — starszą kobietę o lasce.

— Nadusza, jak się masz? Przyzwyczaiłaś się do domu?