Pierwszy miesiąc był dziwny. Budziła się w ciszy, szła do pracy, wracała do pustego mieszkania. Nikt nie leżał na kanapie, nikt nie domagał się kolacji, nikt nie pytał, ile zarobiła.
Pieniądze zaczęły zostawać. Najpierw niewiele, potem coraz więcej. Nadieżda spłaciła mikropożyczkę na futro. Potem ratę za telefon. Za każdym razem, gdy zamykała kolejną kwit, czuła, jak ciężar spada z jej ramion.