Dobrze, że awansowałaś

— Nadjuszko, przestań z histerią, — mówiła teściowa coraz surowiej. — Jesteś niewdzięczna. Borys ożenił się z tobą, a teraz przypomniałaś sobie, że masz swoje pieniądze.

Nadieżda podeszła do drzwi, otworzyła je i stanęła tam, gotowa wyjść, ale z podniesioną głową i sercem pełnym determinacji.

— Wynoście się.

— Co?

— Wynoście się stąd. Oboje.

Borys zamarł, jakby został rażony prądem.

— Nadziu, co ty mówisz? To przecież moja żona! Nie może mnie wyrzucić.

— Może. Umowa jest na moje nazwisko. To ja płacę za to mieszkanie i nie chcę was tu widzieć.

Borys poczuł, jak serce mu się ściska w piersi.

— Borynko… — Sofia Własowna chwyciła syna za rękaw, oczy miała pełne gniewu i niedowierzania. — Słyszysz, co mówi? Ta… ta kucharka nas wyrzuca!

— Klucze zostawcie na półce. Rzeczy możecie zabrać jutro, kiedy mnie nie będzie.

Borys stał z otwartymi ustami. Spróbował zrobić krok w jej stronę, ale Nadieżda podniosła rękę.

— Nie podchodź. Koniec. Mam dość.

— Nadjusza, znajdę pracę, przysięgam. Porozmawiajmy normalnie.

— Mówisz to od półtora roku. I od półtora roku nic się nie zmienia.