Chłopak powoli wstał. Nie był zdenerwowany, nie patrzył wyzywająco — po prostu spokojnie, z godnością.

— Dziś byłem w szpitalu. Moja mama tam leży. Od kilku dni już się nie odzywa. Ma zaawansowaną demencję. Nie poznaje mnie.

Jego głos był spokojny, ale wypełniony bólem.

— Zabrałem jej kwiaty. Kiedyś mówiła, że nawet najgorszy dzień można rozjaśnić jedną stokrotką. Dziś już nie mówi nic… ale gdy położyłem jej kwiat w dłoni, uśmiechnęła się. To wystarczyło.

W wagonie zapadła absolutna cisza. Nawet nastolatki z kąta przestały szeptać.

Chłopak schował słuchawki do kieszeni i złapał się poręczy.