Była teściowa chciała
— Masz rację. Właśnie po to przyszłam. Chciałam się przekonać, że cierpisz. A ty… ty jesteś szczęśliwa.
— Tak — odpowiedziała po prostu Marina. — Jestem szczęśliwa. I życzę szczęścia pani i Andriejowi. Ale ono przyjdzie dopiero wtedy, gdy przestaniecie budować je na cudzym nieszczęściu.
Walentyna Pietrowna skinęła głową i wyszła. Marina odprowadziła ją wzrokiem i wróciła do okna.
Na ulicy, w dole, szła młoda para — chłopak i dziewczyna trzymali się za ręce, śmiali się z czegoś. Jeszcze pięć lat temu Marina patrzyła na takich ludzi z zazdrością i rozpaczą, myśląc, że szczęście to coś nieosiągalnego, zarezerwowanego dla innych.
Teraz wiedziała: szczęście to wybór. Wybór bycia sobą. Wybór, by nie zdradzić samej siebie. Wybór rozwoju, a nie kurczenia się. A czasem ten wybór wymaga ogromnej odwagi — odwagi, by odejść, kiedy każą ci zostać; odwagi, by uwierzyć w siebie, kiedy wszyscy wokół powtarzają, że nic nie znaczysz.
Na biurku zawibrował telefon. Wiadomość od Dymitra: „Zabrałem dzieci z przedszkola. Sonia prosi, żebyśmy upiekli szarlotkę. Zdążysz na kolację?”