— Pożałujesz — wysyczała. — Przypełzniesz na kolanach, ale drzwi będą zamknięte.
— Nie przypełznę — odpowiedziała Marina i poszła się pakować.
— Pożałujesz — wysyczała. — Przypełzniesz na kolanach, ale drzwi będą zamknięte.
— Nie przypełznę — odpowiedziała Marina i poszła się pakować.
Pierwsze miesiące były trudne. Marina wynajęła maleńką kawalerkę na obrzeżach miasta, oszczędzała na wszystkim, jadła kaszę gryczaną i makaron. Ale każdego ranka budziła się i po raz pierwszy od wielu lat czuła, że może oddychać.
Zadzwoniła do dawnej pracy. Na szczęście jej były przełożony, Siergiej Wiktorowicz, wciąż tam pracował i dobrze ją pamiętał.
— Marina? Boże, ile to lat! — ucieszył się. — Oczywiście, przyjedź. Mamy właśnie wolne stanowisko menedżera ds. klientów. Nie tak wysokie jak to, które miałaś, ale na początek wystarczy.
Marina wróciła. Wróciła do świata, w którym ceniono ją za wiedzę i umiejętności, w którym mogła wykazywać inicjatywę, w którym liczono się z jej zdaniem. Pracowała dużo, ale to było inne zmęczenie — nie takie, które wysysało, lecz takie, które dodawało sił.
Zaczęła chodzić na siłownię. Nie po to, by spełniać czyjekolwiek oczekiwania, ale dlatego, że lubiła czuć siłę w swoim ciele. Kilogramy znikały powoli, ale systematycznie. Kupowała sobie ubrania — niedrogie, ale ładne, takie, które jej samej się podobały. Czytała książki, które odkładała latami. Spotykała się z przyjaciółkami. Uczyła się znowu słyszeć siebie.
Po roku awansowała. Pół roku później — znowu. Praca wciągała, życie nabierało barw.
I pewnego dnia, podczas zebrania, zwróciła uwagę na nowego pracownika działu marketingu. Miał na imię Dymitr — był spokojny, rozważny, miał dobre oczy i cichy śmiech. Zaczęli rozmawiać — najpierw o pracy, potem przy kawie w przerwie, a w końcu podczas spacerów po pracy.
Dymitr słuchał, kiedy mówiła. Nie tylko kiwał głową, ale naprawdę słuchał, zadawał pytania, interesował się jej zdaniem. Podziwiał jej determinację, wiedzę, sposób patrzenia na świat. Przy nim czuła się ciekawym, wartościowym człowiekiem, a nie służącą.
— Jesteś niezwykła — mówił. — Ile w tobie wszystkiego: i rozum, i siła, i głębia. Mógłbym cię słuchać godzinami.
Marina zakochała się. Nie tak, jak kiedyś w Andrieju — szybko i oszałamiająco. Tym razem powoli, pewnie, głęboko.