Potem teściowa zaczęła pojawiać się częściej, zostawać dłużej i za każdym razem znajdowała coś, co było „nie tak”: kurz na półce, źle złożone ręczniki, zbyt mało wykrochmalony obrus.
— Marinoczka, przecież rozumiesz, że dobra żona powinna dbać o dom — mówiła Walentyna Pietrowna z miłym uśmiechem, od którego robiło się zimno. — Andriusza jest przyzwyczajony do porządku. Tak go wychowałam.
Po roku Andriej zaproponował Marinie, żeby zrezygnowała z pracy.
— Po co ci ta praca? — zapytał pewnego wieczoru, gdy wróciła do domu po ważnych negocjacjach. — Wracasz zmęczona, w domu bałagan, kolacji nie ma. Znajdź coś prostszego, bliżej domu. Mojej pensji nam wystarczy.