Adrien zrobił krok w moją stronę. Jego twarz się zmieniła — nie było już w niej gniewu, tylko coś znacznie gorszego: lodowaty spokój.
— Rozwód? — powtórzył cicho. — Nigdzie nie pójdziesz.
— Już złożyłam wniosek — odpowiedziałam. — Wystarczy podpis sędziego.
Spojrzał na mnie z kpiącym uśmiechem.
— Jesteś głupsza, niż myślałem. Naprawdę sądzisz, że ktoś uwierzy tobie, histerycznej żonie, a nie mnie?
Jego ton był pełen pogardy. Nie zareagowałam. Wiedziałam, że strach tylko go rozzuchwali.
Podszedł bliżej, aż poczułam jego oddech.
— Nie odejdziesz ode mnie, rozumiesz? To ja decyduję, kiedy to się skończy.
Wtedy usłyszałam szelest na korytarzu.
Claudine, w jedwabnym szlafroku, stała w drzwiach z teatralną miną.