1200 złotych za wnuka: teściowa wystawiła rachunek

— Przyszła pani do mojego domu. Do mieszkania, które jest zapisane na mnie. Została pani z wnukiem z własnej inicjatywy — bez umowy, bez „podpisu”, bo jest pani babcią. A teraz żąda pani pieniędzy, jakby świadczyła płatną usługę obcej osobie.

Małgorzata uśmiechnęła się, ale uśmiech był napięty.

— Nie dramatyzuj. W Europie, swoją drogą, tak to właśnie działa. Rodzina rodziną, a granice granicami.

— Świetnie — skinęłam głową. — To zróbmy po europejsku. Z granicami.

Weszłam do salonu i wzięłam z biurka szarą teczkę.

— Tu są dokumenty mieszkania — powiedziałam, otwierając je. — Właściciel: ja. Zameldowani: ja i dziecko. Pani — nie.

Paweł pobladł.

— Ania, po co ty…

— Po to — przerwałam — że skoro liczymy „po rynku”, to liczmy wszystko.

Odwróciłam się do Małgorzaty.

— Mogę też wystawić rachunek. Albo uznamy wreszcie, że rodzina to nie cennik.

Małgorzata powoli wzięła oddech.

— Grozisz mi?