Cisza w przedpokoju stała się gęsta, niemal namacalna. Nawet zegar na ścianie zdawał się zwolnić.
Stałam boso na zimnych płytkach i nagle z absolutną jasnością zrozumiałam: dalej milczeć już się nie da.
Cisza w przedpokoju stała się gęsta, niemal namacalna. Nawet zegar na ścianie zdawał się zwolnić.
Stałam boso na zimnych płytkach i nagle z absolutną jasnością zrozumiałam: dalej milczeć już się nie da.
Milczałam zbyt długo, by teraz mówić pochopnie.
Sekunda. Druga. Słyszałam własny oddech i czułam, jak chłód płytek wspina się wyżej — do kolan, brzucha, piersi.
— Przelewu nie będzie — powiedziałam w końcu cicho, ale tak wyraźnie, że nawet Małgorzata nie zapytała „słucham?”.
Paweł gwałtownie odwrócił głowę.
— Ania…
— Nie — podniosłam dłoń, nawet na niego nie patrząc. — Poczekaj. Chcę dokończyć.
Małgorzata zmrużyła oczy. W jej spojrzeniu pojawiło się coś nowego — irytacja kogoś, komu nagle przestał działać sprawdzony mechanizm nacisku.
— Jesteś pod wpływem emocji — powiedziała chłodno. — To niekonstruktywne.
— Wprost przeciwnie — poczułam, że głos mi twardnieje. — Po raz pierwszy od dawna jestem całkowicie spokojna.
Zrobiłam krok w jej stronę. Teraz dzielił nas nie więcej niż metr.