Małgorzata lekko uniosła brew. Tylko na tyle, by dać do zrozumienia, że pytanie wydaje jej się dziwne.
— Anno, bez emocji. Ja nie „siedziałam”, ja pomagałam. Pomoc też kosztuje. Teraz wszyscy tak żyją.
Małgorzata lekko uniosła brew. Tylko na tyle, by dać do zrozumienia, że pytanie wydaje jej się dziwne.
— Anno, bez emocji. Ja nie „siedziałam”, ja pomagałam. Pomoc też kosztuje. Teraz wszyscy tak żyją.
Paweł w końcu pojawił się w przedpokoju. W domowych spodniach, z zagubioną miną człowieka, którego nagle postawiono między dwoma frontami.
— Mamo, no jakoś tak… — zawahał się, podrapał po karku. — Przecież sama zaproponowałaś pomoc.
— Zaproponowałam pomoc, a nie darmową pracę — ucięła. — Swój czas cenię. A tak w ogóle, mogłabym wziąć więcej. Sześćset to jeszcze po ludzku.
Poczułam, jak we mnie narasta fala — ciężka, gorąca, tłumiona od dawna. Za tym zdaniem stanęły wszystkie wcześniejsze „drobiazgi”: uwagi, spojrzenia, aluzje, kontrola. Wszystko to, co latami przełykałam dla świętego spokoju.
— Ciekawe — powiedziałam powoli, patrząc jej prosto w oczy — czy czynsz za przebywanie w mieszkaniu też liczy pani „po rynku”? Czy na razie tylko opiekę nad wnukiem?