Wypowiedziała to bez złości. Co gorsza — z biznesowym spokojem, od którego przeszedł mnie dreszcz.
— Mamo, ty poważnie? — głos Pawła dobiegł z kuchni, przytłumiony, jakby spod wody. Słyszał wszystko. Oczywiście, że słyszał. Jak zwykle jednak liczył, że burza przejdzie bokiem i jego nie dosięgnie.
— Jak najbardziej, synku — Małgorzata zamknęła notes suchym, precyzyjnym ruchem. — Jestem nowoczesną kobietą. Mam sześćdziesiąt lat, a nie sto. Moim zasobem jest czas. A czas, jak mówią coachowie, to pieniądz. Poprosiliście mnie, żebym została z wnukiem dwie godziny? Zostałam. Usługa wykonana.