Zwykły wypad po jedzenie, który

Karteczka, o której zapomniałam

Reszta dnia minęła jak zwykle — odgłosy ulicy, pośpiech, myśli o pracy, wiadomości, które czekały na odpowiedź, małe napięcia, które człowiek nosi w sobie, nawet gdy udaje, że jest w porządku.

Dopiero następnego wieczoru, kiedy opróżniałam kieszenie płaszcza, natrafiłam na ten skrawek papieru. Był jeszcze bardziej pognieciony, jakby miał za sobą długą drogę. Rozprostowałam go ostrożnie, bo wyglądał, jakby mógł się rozerwać.

Szepnęłam do siebie: „To… jest prawdziwe?”

Nie wiem, ile czasu stałam w milczeniu, wpatrując się w zapisane słowa. W głowie miałam pustkę, a jednocześnie czułam, jak serce bije szybciej. To był ten rzadki moment, gdy codzienność nagle się zatrzymuje, a ty rozumiesz, że drobna decyzja sprzed wczoraj zostawiła po sobie ślad.

Od tamtej chwili inaczej patrzę na ludzi mijanych w pośpiechu i na sytuacje, które łatwo zbyć wzruszeniem ramion. Czasem naprawdę wystarczy mały gest — kubek ciepła, chwila uwagi — by rozpalić w kimś nadzieję. I by w nas samych coś się na nowo ułożyło.