Zwykły wypad po jedzenie, który

Decyzja, która przyszła sama

Zrobiłam krok do przodu, zanim zdążyłam się rozmyślić.

— Poproszę dwa kawy i dwie shawarmy — powiedziałam, starając się brzmieć zwyczajnie, jakbym zamawiała dla siebie i znajomej.

Sprzedawca zmarszczył brwi, ale zaczął przygotowywać zamówienie. Gdy podał mi torbę i dwa kubki, odwróciłam się do mężczyzny i podałam mu wszystko bez zbędnych słów.

— Proszę… weź — mruknęłam.

  • Jedzenie miało go choć trochę rozgrzać.
  • Gorąca kawa mogła dać mu chwilę ulgi.
  • Najważniejsze było jednak to, że nie został potraktowany jak niewidzialny.

Przez moment patrzył na mnie tak, jakby nie był pewien, czy to dzieje się naprawdę. Potem sięgnął do kieszeni i wyciągnął pogniecioną karteczkę. Papier wyglądał na stary i miękki od ciągłego składania.

— Przeczytaj w domu — powiedział spokojnie. Na jego twarzy pojawił się dziwny, łagodny uśmiech, który nie pasował do zimna i całej tej sytuacji.

Wzięłam kartkę odruchowo i wsunęłam do kieszeni płaszcza. Nie zadałam żadnego pytania. Zrobiłam to, co robi większość ludzi: wróciłam do swojego tempa, do własnego świata, do rzeczy „na już”.