Zaczynająca na nowo: historia Svetlany

Wiktor próbował odzyskać kontrolę nad sytuacją:

— No dobrze, załóżmy, że zarobiłaś. I co dalej? Myślisz, że to długoterminowe? Klienci się rozbiegną, a to wszystko to tylko dziecięce zabawy…

— Dziecięce zabawy? — zapytała Svetlana, wybuchając śmiechem. Po raz pierwszy od lat — szczerze, z głębi serca. — Wiesz, co powiedziała mi wczoraj mama jednego z moich uczniów? Że przez pół roku syn poprawił matematykę z trójki na piątkę i dostał się do klasy fizyczno-matematycznej. To dziecięce zabawy?

— A Marina Piotrowna zamówiła tort na wesele córki dla trzydziestu osób, — kontynuowała, wkręcając się w temat. — Za dwadzieścia pięć tysięcy. I jeszcze dwa wesela w kolejce. To też są zabawy?

Michał pokiwał głową:

— Mamo, przepraszam. Nie wiedziałem, że jesteś tak świetna.

— Nikt nie wiedział — odpowiedziała cicho Svetlana. — Włącznie ze mną samą.

Wiktor wstał znad stołu:

— Dobrze, dosyć spektakli. I tak to wszystko bzdura. Poważne pieniądze przynoszę do domu ja.

— Przynosiłeś — poprawiła go Svetlana. — A teraz ja też przynoszę. I wiesz co? Jutro rano przeprowadzam się do swojego mieszkania.

Gdyby powiedziała, że leci na Marsa, to miałoby mniejszy efekt.

— Co?! — Wybuchł Wiktor.

— Słyszałeś — odpowiedziała spokojnie żona. — Nie zamierzam już żyć z kimś, kto uważa mnie za bezwartościową pasożytnicę.

— Mamo, — powiedziała zaskoczona Anna — może nie powinnaś być tak bezpośrednia?

Svetlana spojrzała na swoje dzieci z dobrocią, ale zdecydowaniem:

— Moje dzieci, przez trzydzieści cztery lata poświęcałam się dla rodziny. I nie żałuję — wyrosłeś na wspaniałych ludzi. Ale teraz nadszedł czas, abym żyła dla siebie.

Rano Svetlana spakowała dwie walizki z najpotrzebniejszymi rzeczami. Wiktor siedział w kuchni z kamienną twarzą, udając, że czyta gazetę.

— Svetko, co ty robisz? — w końcu nie wytrzymał. — Dokąd pójdziesz? Sama, w twoim wieku…

— W moim wieku, Wiktorze, kobiety dopiero zaczynają żyć — odpowiedziała, zamykając zamek w walizce.

— Daj spokój z tymi głupotami! — zerwał się. — No, pokłóciliśmy się, no, wygadałem się. Bywa! Zostańmy, porozmawiajmy jak dorośli…

Svetlana zatrzymała się i spojrzała na męża. Po raz pierwszy od lat widziała w jego oczach zagubienie i… strach?

— Wiktor, a pamiętasz, co mówiłeś mi w młodości: „Z tobą przeniosę góry”? — zapytała cicho.

— Pamiętam — mruknął.

— A teraz posłuchaj, co powiedziałeś tydzień temu: „Jesteś nikim — żyjesz na mój koszt”. Czujesz różnicę?

Opadł głowę.

— Tak, rozumiem… Po prostu jestem zmęczony, nerwy na skraju, biznes wali się…