Uśmiechnął się krzywo. Jak ktoś, kto wreszcie dostał zadanie, nie wyrok.
Po jego wyjeździe długo siedziałam przy stole z dłonią na zdjęciu Henriego.
— Nie wiem, czy to początek, czy koniec — szepnęłam. — Może to jedno i to samo. Może po prostu przechodzimy z pokoju do pokoju w tym samym domu.
Wieczorem Andrei przyniósł ramkę od ula.