Telefon zadzwonił dokładnie

Sygnał rozłączenia.

Złapałam torebkę. Klucze. Kurtkę.

Zamówiłam taksówkę.

W głowie — pustka. Szum. Jedna myśl, uderzająca w skronie.

Marek. Szpital. Co się stało?

Godzinę wcześniej napisał: „Jestem na zebraniu. Wrócę późno”.

Zebranie…

Szpital przywitał mnie zapachem chloru i głuchą ciszą.

Izba przyjęć. Długi korytarz. Ludzie siedzący na ławkach — zmęczeni, zagubieni.

Podeszłam do okienka.

— Dzień dobry. Dzwoniono do mnie. Duval Marek. Gdzie on jest?

Pielęgniarka szybko spojrzała w komputer.

— Lekarz jest teraz z nim. Proszę usiąść.

— Co mu jest?

— Lekarz powie.

Usiadłam. Ręce trzęsły się tak bardzo, że musiałam spleść palce.

Czekałam.