Sześć tygodni po tym, jak mąż porzucił mnie i nasze nowo narodzone dzi
Na zewnątrz zimowe powietrze było ostre, ale spokojne – ani śladu zamieci.
Zapięłam synka w foteliku i przez chwilę siedziałam za kierownicą, oddychając.
Sześć tygodni temu stałam na śniegu z niczym.
Teraz miałam zabezpieczenie. Stabilność. Przyszłość, o którą mój syn nigdy nie będzie musiał błagać.
Ale co więcej, miałam coś, czego mój były mąż nigdy nie zrozumie:
Przeszłam przez piekło i wyszłam niezniszczona.
Zapaliłam silnik.
I po raz pierwszy od tamtej nocy w burzy, pojechałam przed siebie, nie oglądając się za siebie.