Synowa wyrzuciła mnie

Nie przyszedł, żeby pomóc, ani nawet powspominać. Wszedł, niosąc ze sobą chmurę niezadowolenia niczym tanią wodę kolońską. Stał w drzwiach, z rękami w kieszeniach, a na jego czole pojawił się znajomy grymas.

„Ta akcja technologiczna, o której ci mówiłem” – zaczął, nawet nie mówiąc „cześć”. „Straciła na wartości. Straciła parę tysięcy”.

Odwróciłem się, odkładając ciężki tom z powrotem na półkę. „Och, Victorze, przykro mi to słyszeć. Ale inwestycje zawsze wiążą się z ryzykiem”.

Zaśmiał się krótko i gorzko. „Ryzyko, prawda? Łatwo ci mówić. Ty i tata nigdy nie musieliście podejmować prawdziwego ryzyka. Wasze pieniądze zawsze były – stare, bezpieczne, zamrożone w tym domu i tych wszystkich zakurzonych książkach”.

Oskarżenie w jego tonie i sposób, w jaki odrzucił dzieło życia swojego ojca, nazywając je zakurzonymi książkami, było małym, ostrym ukłuciem.

„To niesprawiedliwe, Victorze. Twój ojciec bardzo ciężko pracował.”

„Ciężka praca to nie to samo, co brudzenie rąk” – odparł, w końcu wchodząc do pokoju. Wskazał niejasno półki, omiatając je wzrokiem z pogardą. „To był wasz świat. Wasz i jego. Sztuka, historia, wszystkie te wzniosłe sprawy. Czy któreś z was choć raz zatrzymało się, żeby zapytać, czego chcę, czym się interesuję?”

Byłem zaskoczony, kompletnie zaskoczony. „Oczywiście, że tak. Wspieraliśmy cię we wszystkim”.

„Zapłaciłeś za różne rzeczy” – powiedział podniesionym głosem. „Zapłaciłeś za szkołę biznesu. Zapłaciłeś zaliczkę na mój pierwszy dom – ale nigdy nie traktowałeś mnie poważnie. Dla ciebie byłem po prostu synem, który nie był akademikiem, tym, który interesował się bilansem, a nie Botticellim”.

Złość, surowa i brzydka, wylewała się z niego. To była trucizna, którą pielęgnował latami, a ja byłem tego zupełnie nieświadomy.

Widziałem w nim nie mojego czterdziestosześcioletniego syna, ale rozkapryszonego chłopca z pretensjami wielkości głazu.

„To najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałem” – powiedziałem, a mój głos lekko drżał. „Byliśmy z ciebie dumni”.

„Dumny?” – prychnął, a dźwięk odbił się echem od milczących, obserwujących książek. „Cieszyłeś się, że nie jestem kompletną porażką. To różnica. Ty i tata – zawsze byliście w chmurach ze swoimi symfoniami i podróżami po Europie. Ja byłem tu na ziemi, próbując coś osiągnąć w realnym świecie. Byłem tylko cieniem w tym domu. Twoim cieniem. Jego cieniem. Nigdy sobą”.