Podczas kolacji z rodziną

„Nie, Matko. To się nie zdarza normalnym ludziom,” rzucił Marcus, jego wściekłe spojrzenie wciąż zamknięte na Annie. „To jest to, co się dzieje, gdy jesteś rozproszony i nieostrożny.”

Anna opuściła głowę, znajome żądło łez groziło upadkiem. Znała ćwiczenie. Najlepszym sposobem działania było milczenie, aby nie prowokować jego gniewu dalej. Ale dziś wieczorem było inaczej. Dziś wieczorem była gotowa.

Podczas kolacji z rodziną uderzył ją, ale nie wziął pod uwagę, że ona była gotowa na ten moment…Napięcie w pokoju rozciągnęło się do punktu krytycznego. Arthur obserwował scenę w milczeniu, jakby to była powszechna, nieciekawa sztuka. Eleanor nerwowo bawiła się swoją serwetką.

Marcus bez ostrzeżenia podniósł się z fotela. Chwycił Annę za ramię, jego chwyt jak imadło. „Chodź,” warknął, ciągnąc ją w kierunku wyjścia. „Muszę się z tobą przegadać.”

Anna próbowała się odsunąć. „Marcus, pozwól mi odejść,” błagała cicho.

„Powiedziałem, chodźmy!” ryknął, a w tym momencie jego ręka poleciała w górę.

Uderzenie było nagłe i mocne. Ostry, wybuchowy ból wybuchł na jej policzku, a świat przepłynął przed jej oczami. Zachwiała się, ledwo łapiąc się na oparcie krzesła. W pokoju zapadła martwa cisza. Arthur i Eleanor odwracają wzrok, a ich współudział to znajomy, duszący koc. Nigdy nie interweniowali. Nigdy nie osądzali. Po prostu udawali, że nic się nie stało.

Ale reakcja Anny nie była tym, czego oczekiwali.

Zamiast łez i strachu, po jej twarzy rozprzestrzenił się powolny, zimny uśmiech. Wyprostowała się, jej postawa była królewska i spojrzała Marcusowi prosto w oczy.

„Czy to wszystko?” zapytała, jej głos jest spokojny i wyraźny.

Marcus zamarł, całkowicie oszołomiony. Spodziewał się histerycznego wybuchu, błagania o przebaczenie, zwykłego terroru w jej oczach. Zamiast tego spotkał się z lodowatym opanowaniem i mrożącą krew w żyłach determinacją, której nigdy wcześniej nie widział.

Podczas kolacji z rodziną uderzył ją, ale nie wziął pod uwagę, że ona była gotowa na ten moment…„Co powiedziałeś?” zapytał, całkowicie rzucony.

Anna nie odpowiedziała. Po prostu odwróciła się i wyszła z pokoju, pozostawiając Marcusa i jego rodziców stojących we wraku ich idealnej rodzinnej kolacji, całkowicie oszołomionych.

Wychodząc w chłodne nocne powietrze, umysł Anny wrócił do pierwszego razu. To był rok po ich ślubie. Drobna kłótnia przerodziła się w krzykliwy mecz i nagle Marcus stracił kontrolę. Pobił ją, a potem natychmiast upadł na kolana, błagając o przebaczenie. Anna uwierzyła jego łzom, jego obietnicom. Miała nadzieję, że to się już nigdy nie powtórzy.

Ale tak się stało. Raz za razem. Zaczęło się od słownych obelg, potem popychań i popychań, a potem poważniejszych bicia. Marcus zawsze miał wymówkę: stres w pracy, problemy z rodzicami, coś, co zrobiła źle. A Anna, zdesperowana, by trzymać się mężczyzny, którego myślała, że kocha, uwierzyła mu. Obwiniła siebie. Starała się być lepsza, cichsza, bardziej posłuszna, wszystko, aby nie prowokować jego wściekłości.

Zasugerowała terapię, ale on zaprzeczył, że ma problem, twierdząc, że ma pełne prawo ją „dyscyplinować”. Kontrolował każdy jej ruch, każdą myśl, zamieniając jej życie w pozłacaną klatkę. Anna czuła się uwięziona, bezradna i całkowicie samotna. Była zbyt zawstydzona, aby powiedzieć swoim przyjaciołom, zbyt przestraszyła się ich osądu i litości.