Emma wyszła do pokoju i zamknęła drzwi. Nie podsłuchiwała. Siedziała na łóżku, licząc uderzenia serca. Rozmowa była krótka. Zbyt krótka.
Gdy Łukasz wszedł, był blady.
Emma wyszła do pokoju i zamknęła drzwi. Nie podsłuchiwała. Siedziała na łóżku, licząc uderzenia serca. Rozmowa była krótka. Zbyt krótka.
Gdy Łukasz wszedł, był blady.
— Powiedziała, że już zamówiła taksówkę na jutro — powiedział głucho. — I że… skoro tak zdecydowałem, to znaczy, że nie jest tu mile widziana.
— A ty? — zapytała Emma.
— Powiedziałem, że ją kocham. Ale że mam rodzinę. I że Boże Narodzenie spędzamy we dwoje.
Patrzyła na niego uważnie, jakby widziała go po raz pierwszy.
— Jak się z tym czujesz? — zapytała cicho.
— Źle — odpowiedział szczerze. — Ale… właściwie.
Emma powoli wypuściła powietrze. Nie było triumfu. Nie było zwycięstwa. Tylko zmęczenie i ostrożna ulga.
— Nie chcę, żebyś mnie za to nienawidził — powiedziała.
— Boję się czegoś innego — usiadł obok. — Że gdybyś dziś milczała, ja dalej udawałbym, że wszystko jest w porządku.
Skinęła głową.
— Boże Narodzenie to dobry moment, by przestać kłamać. Nawet jeśli prawda jest niewygodna.
Łukasz ujął jej dłoń. Niepewnie, jakby sprawdzał, czy wolno.
— Spróbujmy naprawdę — powiedział. — Nie „jakoś”, tylko razem.
Emma spojrzała na ich splecione palce i po raz pierwszy tego wieczoru poczuła ciepło.
— Spróbujmy — odpowiedziała. — Ale to był ostatni raz, gdy walczyłam o miejsce we własnym domu.
Skinął głową. Bez usprawiedliwień. Bez sprzeciwu.
Za oknem zapaliły się świąteczne światła, a miasto powoli przygotowywało się do Bożego Narodzenia.
A w tym mieszkaniu po raz pierwszy od dawna zapanowała cisza — nie z napięcia, lecz z jasności.