— Nie, twoja mama nie przyjdzie
Emma odwróciła się i wyszła z kuchni. W korytarzu było ciemno, paliła się tylko lampka nocna przy drzwiach. Zdjęła służbowy strój — białą bluzkę i czarne spodnie — i wrzuciła je do kosza na pranie. Założyła domowe ubrania: miękkie spodnie i stary sweter Łukasza, który dawno stał się jej ulubionym.
Usiadła na łóżku, zakrywając twarz dłońmi. Głowa pulsowała. Osiem godzin w dusznym gabinecie, pacjentka z atakami paniki, strach przed fotelem dentystycznym, potem korki, półtorej godziny w autobusie. I teraz to.
Telefon zawibrował. Zofia.
„Em, jak się masz? Widzimy się jutro?”
Palce same wystukały odpowiedź:
„Teściowa przyjeżdża na Boże Narodzenie. Łukasz zaprosił ją bez pytania mnie”.
Po dziesięciu sekundach telefon zadzwonił.
— Emma, żartujesz?! — Zofia nawet się nie przywitała. — On kompletnie oszalał?