— Nie, twoja mama nie przyjdzie

— Ustaliliśmy to miesiąc temu — mówiła Emma wolno, wyraźnie akcentując każde słowo. — Pamiętasz? Siedzieliśmy przy tym stole, powiedziałam: spędźmy Boże Narodzenie spokojnie, tylko we dwoje, bez zamieszania. Zgodziłeś się. Powiedziałeś, że to świetny pomysł, że też jesteś zmęczony.

— Pamiętam, ale mama zadzwoniła przedwczoraj…

— I nie potrafiłeś powiedzieć „nie”.

— Emma, no jak mogłem? Małgorzata jedzie do córki, siostra z wnukami chorują, mama została sama!

Emma zamknęła oczy i policzyła do pięciu. To zawsze pomagało — nauczyła się tego jeszcze w pierwszym roku pracy jako recepcjonistka, gdy pacjenci urządzali awantury o kolejkę.

— Twoja mama jest dorosłą kobietą — powiedziała, otwierając oczy i patrząc prosto na Łukasza. — Może spędzić święta z przyjaciółkami. Albo siostra jednak ją przyjmie — wnuki nie leżą na OIOM-ie, to tylko katar.

— Emma, to jest moja mama!

— A ja kim jestem? — pytanie zawisło w powietrzu.

Łukasz milczał. Emma widziała, jak się waha, szuka słów, próbuje znaleźć argument, który wszystko naprawi. Nie znajdzie. Bo ich nie było.

— Jestem twoją żoną — kontynuowała. — Czwarty rok. Poprosiłam cię o jedną rzecz — żebyśmy po raz pierwszy spędzili Boże Narodzenie tylko we dwoje. Zgodziłeś się, a teraz okazuje się, że twoja mama wszystko już postanowiła. A ty oczywiście nie odważyłeś się jej odmówić.

— Nie mów tak…

— A jak mam mówić? Nazywam rzeczy po imieniu.