Moja siostra ukradła mi tożsamość

„Powinniśmy zająć się tym jako rodzina. Nie ma potrzeby, żeby to wyolbrzymiać”.

Eliza pociągnęła nosem z kanapy. Mama podeszła i usiadła obok niej, pocierając jej plecy i mamrocząc słowa otuchy. Stałam sama w salonie rodziców, patrząc, jak pocieszają moją siostrę – tę, która spędziła osiemnaście miesięcy, żyjąc z mojego nazwiska. I w tym momencie uświadomiłam sobie coś, czego nigdy wcześniej sobie nie pozwoliłam dostrzec. Nigdy tak naprawdę nie byłam częścią tej rodziny.

Spróbowałem ostatni raz. Przynajmniej tyle byłem sobie winien.

“Cienki,”

Powiedziałem.

„Nie chcesz, żebym poszedł na policję? To pomóż mi to naprawić”.

Moja matka podniosła wzrok znad uspokajającej Elizy.

„Sporządzamy plan spłat”

Kontynuowałem.

„Ty, tata i Eliza podpiszecie coś oficjalnego – umowę o spłacie. Uzyskamy notarialne potwierdzenie. Eliza spłaci pieniądze w ratach. A ja nie wniosę oskarżenia”.

To było więcej niż sprawiedliwe. To było hojne.

„Nie mamy takich pieniędzy”

powiedziała natychmiast moja matka.

„Nie proszę o jednorazową kwotę”

Odpowiedziałem.

„Domagam się odpowiedzialności”.

Łzy Elizy przestały płynąć. Teraz patrzyła na mnie zimnym, wyrachowanym wzrokiem.

„Nie mogę podpisać niczego, co jest legalne”

powiedziała.

„A co, jeśli nie będę w stanie spłacać rat? Pozwiecie mnie?”

Lekko przechyliła głowę.

„Już jesteś mi winien 92 400 dolarów”

Powiedziałem.

„Staram się, żeby to nie trafiło do sądu”.

Cisza. Ojciec przeniósł ciężar ciała. Dłonie matki znieruchomiały na plecach Elizy.

“Więc,”

Powiedziałem powoli,

„Twoje rozwiązanie jest takie, że przez następne dziesięć lat będę płacił z własnej kieszeni za zbrodnie Elizy”.

Moja matka westchnęła, jakbym przesadzał.

„Dasz sobie radę, Cordelio”

powiedziała.

„Zawsze tak robisz.”

Te sześć słów – Dasz radę. Zawsze dajesz – mantra mojego dzieciństwa. Wymówka, której używali za każdym razem, gdy wybierali Elizę zamiast mnie. Powód, dla którego dorastałem samowystarczalny, bo już jako dziecko rozumiałem, że nikt nie przyjdzie mi z pomocą.

Spojrzałem na matkę. Na ojca, który wciąż unikał mojego wzroku. Na siostrę, która już przeglądała telefon, jakby ta rozmowa ją nudziła.

I wtedy podjąłem decyzję.

„Masz rację”

Powiedziałem, odbierając klucze.

„Dam sobie radę.”

Zatrzymałem się.