Początek rozmowy był po angielsku. Angielski Tanaki był całkiem dobry. Ale gdy podano menu, naturalnie przeszli na japoński. David mówił pewnie, gładko. Omawiali prognozy i strategie. Rozumiałam wszystko. Siedziałam spokojnie, popijałam wodę i grałam swoją rolę.
W pewnym momencie Tanaka-san zwrócił się do mnie z uprzejmym pytaniem o moją pracę — po japońsku.
David odpowiedział za mnie, zanim zdążyłam choćby udawać namysł.
„Och, Sarah pracuje w marketingu, ale w małej firmie. Nic poważnego. Raczej hobby, żeby miała czym się zająć. Głównie dba o dom.”
Zachowałam neutralny wyraz twarzy, ale w środku wszystko się we mnie ścisnęło. Hobby? Prowadziłam skuteczne kampanie, a on sprowadzał moją karierę do zabawy.
Kolacja trwała dalej. David po japońsku stawał się inny — bardziej agresywny, chełpliwy. Rozmowa zeszła na temat równowagi między pracą a życiem prywatnym.
David zaśmiał się brzydko.
„Szczerze mówiąc” — powiedział po japońsku, a pogarda brzmiała w każdym słowie — „moja żona nie rozumie świata biznesu. Jest zadowolona z prostego życia. Ja zajmuję się ważnymi decyzjami, finansami. Ona jest tylko do ozdoby. To dla mnie wygodne — nie muszę się martwić kobietą z ambicjami.”
Ścisnęłam szklankę tak mocno, że zbielały mi knykcie. Tanaka-san wyglądał na wyraźnie skrępowanego, ale milczał.
David ciągnął dalej:
„Stanowisko wiceprezesa jest praktycznie moje. Dobrze się ustawiłem. Moja żona jeszcze o tym nie wie, ale przeniosłem część aktywów, założyłem konta offshore. Jeśli moja kariera będzie wymagała dużych zmian, potrzebuję elastyczności — bez konieczności jej zgody.”
Krew mi zamarzła. Ukrywał przede mną pieniądze. Planował przyszłość, w której nie miałam dostępu do naszego majątku.
Ale najgorsze dopiero miało nadejść.
Tanaka-san zapytał o stres.
„Mam swoje sposoby” — powiedział David z uśmiechem. — „Jest ktoś w pracy, Jennifer. Z działu finansowego. Spotykamy się od sześciu miesięcy. Moja żona nic nie wie. Jennifer rozumie mój świat. Miło wracać do domu do kogoś, kto nie potrafi rozmawiać o niczym bardziej złożonym niż kolacja.”
Siedziałam nieruchomo. Moja twarz była jak z porcelany — o krok od pęknięcia. Romans. Konta offshore. Całkowity brak szacunku. Dwanaście lat małżeństwa — i tak naprawdę właśnie mnie widział.
Tanaka-san był wyraźnie poruszony. Szybko zmienił temat na neutralny. Gdy się żegnaliśmy, ukłonił mi się głęboko. W jego oczach dostrzegłam coś jeszcze — współczucie? Szacunek?
W drodze do domu David nucił pod nosem.
„Poszło świetnie” — powiedział.
„Cudownie” — odpowiedziałam pustym głosem.
Gdy tylko zniknął w swoim biurze, poszłam na górę i zadzwoniłam do Emmy. Mojej najlepszej przyjaciółki ze studiów, dziś bezwzględnie skutecznej prawniczki rozwodowej.
„Sarah?” — zdziwiła się. — „Jest późno.”
„Potrzebuję prawniczki” — powiedziałam, a głos mi się załamał.
Opowiedziałam jej wszystko. Przez dwie godziny. Emma słuchała, analizowała, planowała.
„Posłuchaj mnie” — powiedziała w końcu. — „Nie konfrontuj go jeszcze. Od jutra zbierasz dowody. Wyciągi bankowe, e-maile, wszystko. Jeśli ukrywa pieniądze, znajdziemy je. To oszustwo finansowe.”
Następnego dnia wzięłam chorobowe. Gdy David wyszedł, przeszukałam jego biuro. Fotografowałam wszystko. I znalazłam je: przelewy na Kajmany. 50 tysięcy dolarów w osiem miesięcy. I wydrukowane e-maile do Jennifer:
„Gdy tylko uporządkuję sprawę z Sarah, przestaniemy się ukrywać.”
Sprawa z Sarah. Czyli ja.
Przez sześć tygodni po cichu zbierałam dowody. Gotowałam obiady, pytałam o jego dzień i grałam rolę nieświadomej, „prostej” żony. W rzeczywistości przygotowywałam jego upadek.
Pozew rozwodowy złożyliśmy w piątek. Jednocześnie Emma wysłała pakiet dowodów do komisji etyki w jego firmie. Konta offshore rażąco naruszały regulamin.
Siedziałam w biurze Emmy, gdy przyszło potwierdzenie. Dokumenty doręczone. David natychmiast zawieszony.
Dzwonił 47 razy. Nie odebrałam.
W sobotę pojechałam po swoje rzeczy. Towarzyszyła mi Emma i policjant. David był w domu. Wyglądał strasznie — nieogolony, z czerwonymi oczami, kompletnie rozbity.
„Sarah, proszę” — błagał.
„Nie” — powiedziałam chłodno.