– Ona jest starszą osobą, potrzebuje zabezpieczenia…
– Jakiego zabezpieczenia? – Olga uderzyła dłonią w stół. – Kupowaliśmy to mieszkanie razem! Pytałeś mnie? Nie!
– Mama martwi się o przyszłość…
– A ja się nie martwię? Mama się martwi, a żona – nie?
Wiktor milczał. Olga patrzyła na niego, a w środku aż kipiało. Trzydzieści lat razem! Oszczędzała na wszystkim, by mogli kupić to mieszkanie. Trzydzieści lat! I tak, za plecami…
– Dawno to planowałeś?
– Olka, to tylko formalność.
– Formalność? – jej głos drżał. – Zameldować kogoś w naszym mieszkaniu – formalność?
– Mamie tak spokojniej. Bo się boi, że zostanie sama, bez dachu nad głową…
– A ja mam się bać, że w naszym mieszkaniu pojawi się trzeci właściciel?Olga ścisnęła dokument w ręku. Wiktor ze wstydem spuścił wzrok.
– Tamara wie, że już o tym wiem?
– Jeszcze nie.
– Wspaniale! – Olga rzuciła papier na stół. – Po prostu cudownie, Witia.
Wyciągnął do niej rękę:
– Olka, nie złość się. Mama nic złego nie chciała.
Olga cofnęła się:
– Tu nie chodzi o mamę! Ty! Ty zrobiłeś to za moimi plecami! Kłamałeś mi przez trzy tygodnie!
– Nie kłamałem…
– A jak to się nazywa? – Olga rozłożyła ręce. – Przemilczenie? Mały sekrecik? Jestem po prostu w szoku, Witia!
Olga wyszła z kuchni i głośno trzasnęła drzwiami sypialni. Serce waliło. Takiego zdradzenia od Witi się nie spodziewała. Po raz pierwszy od trzydziestu lat małżeństwa chciało jej się wyć z żalu. Zadzwonił telefon. Na ekranie: „Tamara Markowna”. No oczywiście!
– Oleńka, dzień dobry! Jak się masz? – głos teściowej był zbyt słodki.