Mąż potajemnie zameldował teściową w mieszkaniu, a po 3 tygodniach, gdy żona dowiedziała się prawdy, dała nauczkę przebiegłej rodzinie Olga ustawiła w rzędzie trzy kubeczki jogurtu – malinowy, brzoskwiniowy i jagodowy. Właśnie tak, w tej kolejności. Zasady to zasady. Jogurty stały ciasno obok siebie. Równo. Ładnie.
Dźwięk klucza w zamku przerwał ciszę. Wiktor wrócił z pracy wcześniej niż zwykle.
– Olka, jesteś w domu? – mąż zajrzał do kuchni i od razu ruszył do lodówki.
– Nie, nie ma mnie – Olga przebierała kaszę, nawet się nie odwróciła.
– Czemu taka ponura? – Witia wziął jogurt jagodowy – ostatni w rzędzie – i usiadł przy stole.
– Gdzie są papiery z banku? Położyłam je na stole.
– A, te… – Wiktor zawahał się. – W gabinecie. Coś tam przeglądałem.
Olga zmarszczyła brwi jeszcze mocniej. Coś w jego głosie zabrzmiało nie tak. Poszła do gabinetu. Szuflada biurka była niedomknięta. Olga ją wysunęła i znieruchomiała. Pod teczką z dokumentami bankowymi leżał jakiś papier z pieczątką. Wyjęła go.
Świadectwo meldunkowe. Tamara Markowna Woroncowa. Zameldowana pod adresem… Ich adresem. Data – trzy tygodnie temu.
– Witia! – Olga wpadła do kuchni, machając dokumentem. – Co to ma znaczyć?!
Wiktor zakrztusił się jogurtem:
– Olka, wszystko wyjaśnię…
– Wyjaśnisz?! Zameldowałeś swoją matkę w naszym mieszkaniu?! Bez mojej wiedzy?!