Kiedy przybyłem na ślub mojej
Moja mama prawdopodobnie komplementowała sukienkę Victorii.
Mój ojciec prawdopodobnie witał się z ważnymi osobistościami.
A Wiktoria prawdopodobnie promieniała – rozkoszując się uwagą, której zawsze pragnęła.
Żaden z nich o mnie nie myślał.
To było w porządku.
Już niedługo zaczną o mnie myśleć.
Odwróciłem się i przeszedłem przez hol, mijając żyrandole, kwartet smyczkowy i pięknych ludzi w pięknych ubraniach.
Nie oglądałem się za siebie.
Na zewnątrz jesienne powietrze było rześkie i czyste.
Wziąłem głęboki oddech, wyciągnąłem telefon i zarezerwowałem najbliższy lot do Los Angeles.
Uśmiechnąłem się, gdy taksówka odjechała od Grand Belmont.
Przyjęcie miało się zacząć za chwilę i za chwilę Victoria sięgnie po mój prezent.
Ale zanim opowiem, co wydarzyło się później, muszę cofnąć się o dwa miesiące, do momentu, w którym los – a może duch babci Eleanor – postanowił zagrać ostatnią kartę.
Była środa po południu.
Siedziałem przy biurku i przeglądałem faktury, gdy mój asystent zapukał do moich drzwi.
„Myra, masz telefon. Ktoś o nazwisku Caroline Ashford.”
Serce mi podskoczyło.
Caroline Ashford była legendą w branży ślubnej.
Właścicielka Ashford Events, najbardziej ekskluzywnej agencji zajmującej się organizacją ślubów na wschodnim wybrzeżu.
Koordynowała ceremonie dla senatorów, gwiazd i dynastii bogatych ludzi.
Była także najbliższą przyjaciółką Babci Eleanor.
Podniosłem słuchawkę.
„Pani Ashford, minęło sporo czasu.”
„Za długo, moja droga.”
Jej głos był ciepły i znajomy.
„Eleanor ciągle o tobie mówiła, wiesz. Była taka dumna z tego, co zbudowałeś”.
Ścisnęło mnie w gardle.
“Dziękuję.”
„Dzwonię, bo moja panna młoda w Bostonie potrzebuje fotografa. Jest bardzo wymagająca, bardzo wymagająca. Chce tego, co najlepsze. Powiedziałem jej, że Everlight Studios jest najlepsze”.
„Doceniam polecenie.”
„Jest jedna rzecz, którą powinieneś wiedzieć.”
Karolina zrobiła pauzę.
„Panna młoda jest twoją siostrą.”
Siedziałem bardzo nieruchomo.
„Victoria podpisała kontrakt w zeszłym tygodniu” – kontynuowała Caroline. „Nie ma pojęcia, że jesteś właścicielem firmy. Właśnie zobaczyła nasze portfolio i zakochała się w naszych pracach”.
„Wiedziałeś. I mimo to nas poleciłeś.”
„Twoja babcia by tego chciała, Myro. Zawsze mawiała: »Prawda sama znajdzie drogę«”.
Głos Caroline złagodniał.
„Umowa już podpisana. Piętnaście tysięcy bezzwrotnych kaucji. Czy pojawisz się osobiście, to wyłącznie twój wybór.”
Wpatrywałem się przez okno w panoramę Los Angeles.
Moja siostra mnie zatrudniła.
Podpisała umowę z firmą, o której nie wiedziała, że jestem jej właścicielem.
A ona nie miała o tym pojęcia.
Było jeszcze coś, o czym Wiktoria nie wiedziała.
Miesiąc przed ślubem zorganizowała brunch dla panien młodych.