— Piotr? To Hanna.
Jej głos był inny. Nie radosny, nie podniecony — po prostu żywy.
— Była pani u lekarza — powiedziałem. To nie było pytanie.
— Tak. Naciskałam. Powiedziałam dokładnie to, co pan kazał. Że budzę się w nocy, że jest mi źle, że kot mnie dosłownie wygania z łóżka.