Dlaczego dziś nie przyniosłaś

A teraz lekko wydał osiem tysięcy na zabawkę dla czyjegoś dziecka. Bez wahania, z uśmiechem.

Jekatierina szybko ruszyła w stronę wyjścia, zostawiając koszyk ze skarpetkami. W kieszeni miałam kopertę z pensją — dziewięćdziesiąt tysięcy rubli. Siedemdziesiąt procent z nich odda dziś mężowi, tak jak robiła to przez ostatnie cztery lata. Tak ustalili po ślubie — Igor prowadzi domowy budżet, rozdziela wydatki. „Mężczyzna powinien być głową rodziny” — przekonywał wtedy.

Igor wrócił do domu o zwykłej porze. Pocałował Jekatierinę w czoło, pobawił się z Antonem pięć minut i usiadł przed telewizorem.

— Co nowego w pracy? — zapytała Jekatierina, wyciągając kopertę.

— Jak zwykle. Szefostwo mnie denerwuje swoimi wymaganiami — odpowiedział, nie odrywając wzroku od ekranu.

Jekatierina podała mu sześćdziesiąt trzy tysiące zamiast zwykłych sześćdziesięciu pięciu. Igor przeliczył i zmarszczył brwi.

— Brakuje tu dwóch tysięcy.

— Wydane na produkty dla Antona. Potrzebuje witamin.

— Następnym razem uprzedzaj — mruknął Igor i schował pieniądze do portfela. — Nie lubię niespodzianek w budżecie.

— Igor, a co z butami dla Antona? Już październik, wkrótce będą deszcze.

— Kupię w weekend. Na pewno kupię, nie denerwuj się.

— A kurtka? Ta z zeszłego roku jest już za mała.

— Kurtkę też kupię. Spokojnie, wszystko będzie. Wiesz, że nie rzucam słów na wiatr.

Jekatierina kiwnęła głową. Jej pieniądze już zostały wydane na tego chłopca w sklepie. Na „Dimkę”.

— A tak przy okazji — dodał Igor niedbale — w naszej firmie zbierają pieniądze na prezent dla Natalii Wiktorowny. Samotna matka, ciężko jej. Niedługo urodziny.

Słowo „Natalia” wywołało ból w piersi. Jekatierina przypomniała sobie czuły pocałunek nieznajomej kobiety. To wcale nie przypominało zbiórki pieniędzy dla potrzebującej koleżanki.

— Ile potrzeba? — zapytała spokojnym głosem.

— No, pięć-siedem tysięcy. Chcemy coś godnego kupić. Łańcuszek albo kolczyki.

Siedem tysięcy na łańcuszek dla „koleżanki”, a na witaminy dla własnego syna szkoda dwóch tysięcy.

— Weź z naszych wspólnych pieniędzy — powiedziała Jekatierina.

— Już wziąłem wczoraj. Wstępnie, tak powiedzieć.

Cały wieczór Jekatierina milczała, dyskretnie obserwując męża. Igor to zauważył i odłożył telefon, na którym pisał wiadomości.

— Dziś jesteś jakaś dziwna — powiedział z lekką irytacją. — Coś się stało? Kłopoty w pracy?

— Po prostu jestem zmęczona. Zwyczajna jesienna chandra.

— Wypij kozłka lekarskiego albo melisę. Bo chodzisz ponura jak chmura.

— Dzięki za troskę — nie powstrzymała się od sarkazmu Jekatierina.

— Nie ma za co, kochanie — machnął ręką Igor, znów wpatrując się w telefon.