Bezdomny chłopak wydał swoje ostatnie 10 euro na rannego psa – a jego życie zmieniło się na zawsze

Ethan spuścił głowę, a jego pierś zalała fala ulgi. Nie obchodziło go nawet to, że nie miał już nic. Przynajmniej jedno życie tej nocy dostało drugą szansę.

Gdy zapytała o jego nazwisko i numer telefonu, zaśmiał się cicho.
– Nie mam żadnego. Ale proszę powiedzieć psu, że ma na imię Lucky.

Przez kolejne dni Ethan spał za kontenerem przy klinice, tylko po to, by mieć pewność, że z Lucky’m wszystko w porządku. Personel widywał go każdego ranka – mokrego, głodnego, a mimo to uśmiechniętego, gdy tylko słyszał szczekanie psa w środku.

Pielęgniarka zaczęła przynosić mu kawę. Potem kanapki. A pewnego wieczoru powiedziała:
– Lekarz chce z tobą porozmawiać.

W środku weterynarz, dr Marshall, wyglądał poważnie, ale życzliwie.
– Synu, szukaliśmy właściciela psa. Nikt się nie zgłosił. A prawda jest taka, że Lucky uspokaja się tylko wtedy, gdy jesteś w pobliżu.

Ethan zamrugał.
– Ja?

– Tak. I chcielibyśmy, żebyś pomógł nam się nim opiekować.

Od tamtego dnia przychodził codziennie. Czyścił klatki, karmił zwierzęta, uczył się powoli wszystkiego od podstaw. Nie oczekiwał wynagrodzenia. Wystarczało mu widzieć, jak Lucky znów merda ogonem.

Z czasem personel zauważył, jak bardzo jest zaangażowany. Dr Marshall zaproponował mu pracę na pół etatu.
– To niewiele – powiedział – ale to uczciwa praca. Masz dobre serce, chłopcze. Zadbajmy, żeby się nie zmarnowało.

Mijały tygodnie. Ethan dostał mały pokój za kliniką, nowe ubrania i stały rytm dnia. Lucky chodził za nim wszędzie, lekko kulejąc, ale szczęśliwszy niż kiedykolwiek.

Pewnej nocy, gdy Ethan siedział na zewnątrz, a Lucky opierał głowę na jego kolanach, wyszeptał:
– To ty też mnie uratowałeś, prawda?

Kilka miesięcy później lokalny reporter, przygotowując materiał o uratowanych zwierzętach, trafił na historię Ethana. Bezdomny nastolatek, który oddał swoje ostatnie 10 euro, by uratować psa.