„Mogłoby tak być, Megan,” odpowiedział. „Nie chcę, abyśmy przestali starać się być rodzicami. Istnieją inne drogi, w które możemy się zaangażować… i przestać niszczyć twoje ciało.”
To był pierwszy moment, kiedy adopcja zaczęła wyglądać jak więcej niż alternatywa. Stała się możliwością. Czułam, że otwieram okno po za długo trwającej stagnacji.
„Nie chcę, abyśmy przestali starać się być rodzicami.”
Rozpoczęliśmy proces w tym samym tygodniu.
Adopcja nie jest tak prosta, jak wypełnienie formularza i przyniesienie dziecka do domu. Chodzi o dokumentację, zapisy medyczne, kontrole tła, oceny finansowe i nawet inspekcje domowe. Zadawano pytania, o które nigdy się nie pytaliśmy: o konflikt, traumę, filozofię wychowawczą i różnice między sobą, oraz nasze długofalowe cele.
Podczas wizyty domowej, przydzielona nam pracownica socjalna, łagodna kobieta o imieniu Teresa, wolno przechadzała się po każdym pokoju, robiąc notatki w notatniku. Zanim wyszła, zatrzymała się w drzwiach gościnnego pokoju i z uśmiechem powiedziała:
„Adopcja nie jest tak prosta, jak wypełnienie formularza.”
„Urządźcie ten pokój,” powiedziała cicho. „Zróbcie z niego pokój dla dziecka. Nawet jeśli na początku będzie pusty. Ten proces zajmuje czas, Alex, Megan… ale warto. Tylko trzymajcie się. Wasze szczęśliwe zakończenie przyjdzie.”
Staliśmy w tym pustym pokoju przez chwilę po jej wyjściu. Potem Alex odwrócił się do mnie i uśmiechnął.
„Tylko trzymajcie się. Wasze szczęśliwe zakończenie przyjdzie.”
„Przygotujmy go,” powiedział. „Nawet jeśli nie wiemy, dla kogo jest.”
Pomalowaliśmy ściany na ciepły żółty kolor i powiesiliśmy miękkie zasłony, które falowały, gdy otwieraliśmy okna. Znaleźliśmy drewniane łóżko w sklepie z używanymi rzeczami, a Alex spędził dwa weekendy na jego wygładzaniu i polerowaniu, aż błyszczało.
„Urządźcie ten pokój.”
Wypełniłam małą biblioteczkę książkami obrazkowymi, niektóre były z mojego dzieciństwa, inne pochodziły z lumpeksów z małymi odręcznymi nazwiskami w środku okładek.
Choć pokój był pusty, czułam, że także na nas czeka.
Kiedy nadeszła długo wyczekiwana wiadomość, powiedziano nam, że jest dziecko, które moglibyśmy chcieć poznać. Nie powiedziano wiele, tylko imię, wiek i notatkę, że jest „bardzo cicha”.
„Choć pokój był pusty, czułam, że także na nas czeka.”
Centrum adopcyjne było jasne i pełne zgiełku, wypełnione zabawkami i połowicznymi śmiechami, które nie do końca zakrywały ciężar w powietrzu.
Pokazywała nam to pracownica socjalna o imieniu Dana. Była ciepłą kobietą z życzliwymi oczami i teczką przyciśniętą do piersi. Poprowadziła nas przez pokój zabaw, gdzie kilka dzieci bawiło się, niektóre śmiały, inne zajęte były rękodziełem lub układaniem klocków.
Nie mieliśmy checklisty ani wytycznych co do preferencji.
„Centrum adopcyjne było jasne i pełne zgiełku.”
„Zostaliśmy zaproszeni do spotkania konkretnego dziecka, ale mamy nadzieję, że nasze serca podpowiedzą,” powiedział Alex do Dany.
„Tak,” zgodziła się Dana. „Zawsze myślę, że najlepszym podejściem jest nie zmuszać się do niczego.”
Lecz podczas gdy przechodziliśmy od dziecka do dziecka, oferując drobne uśmiechy i ciche przywitania, nic w mnie nie wzbudzało emocji. Były urocze i błyskotliwe na swój sposób, ale nie czułam tej więzi, którą zawsze sobie wyobrażałam.
Wtedy Alex delikatnie dotknął mojego ramienia i skinął głową w kierunku dalekiego rogu pokoju.
„Najlepiej jest nie zmuszać się do niczego.”
„Megan,” powiedział cicho. „Zobacz tam.”
Śledziłam jego wzrok. Mała dziewczynka siedziała w pozycji skrzyżowanej z plecami opartymi o ścianę, trzymając w dłoniach znoszone szare pluszowego królika. Nie bawiła się. Nie mówiła.
Po prostu… była _cicha_.
„To Lily,” powiedziała Dana, jej głos stał się bardziej delikatny. „Teresa myślała, że możecie chcieć się z nią spotkać. Ma sześć lat i jest tu najdłużej, wchodziła i wychodziła. Ale… cóż.”
„Nie bawiła się. Nie mówiła.”
„Dlaczego?” zapytałam.
„Cóż, nie mówiła od lat. Od czasu, gdy jej mama zmarła. Próbowaliśmy terapii i wielu innych metod, ale ona… ma traumy. Albo problemy związane z separacją. Trudno to jednoznacznie określić. Lily była kilka razy umieszczana w rodzinach adopcyjnych, ale nikt nie podjął prawdziwych starań, aby dostosować się do niej.”
Podeszliśmy do niej.
„Cześć, Lily,” powiedziałam, powoli klękając przed nią. „Jestem Megan, a to jest Alex.”
„Nie mówiła od lat. Od czasu, gdy jej mama zmarła.”