1200 złotych za wnuka: teściowa wystawiła

Sekunda. Druga. Słyszałam własny oddech i czułam, jak chłód płytek wspina się wyżej — do kolan, brzucha, piersi.

— Przelewu nie będzie — powiedziałam w końcu cicho, ale tak wyraźnie, że nawet Małgorzata nie zapytała „słucham?”.

Paweł gwałtownie odwrócił głowę.

— Ania…

— Nie — podniosłam dłoń, nawet na niego nie patrząc. — Poczekaj. Chcę dokończyć.

Małgorzata zmrużyła oczy. W jej spojrzeniu pojawiło się coś nowego — irytacja kogoś, komu nagle przestał działać sprawdzony mechanizm nacisku.

— Jesteś pod wpływem emocji — powiedziała chłodno. — To niekonstruktywne.

— Wprost przeciwnie — poczułam, że głos mi twardnieje. — Po raz pierwszy od dawna jestem całkowicie spokojna.

Zrobiłam krok w jej stronę. Teraz dzielił nas nie więcej niż metr.

— Przyszła pani do mojego domu. Do mieszkania, które jest zapisane na mnie. Została pani z wnukiem z własnej inicjatywy — bez umowy, bez „podpisu”, bo jest pani babcią. A teraz żąda pani pieniędzy, jakby świadczyła płatną usługę obcej osobie.

Małgorzata uśmiechnęła się, ale uśmiech był napięty.

— Nie dramatyzuj. W Europie, swoją drogą, tak to właśnie działa. Rodzina rodziną, a granice granicami.

— Świetnie — skinęłam głową. — To zróbmy po europejsku. Z granicami.

Weszłam do salonu i wzięłam z biurka szarą teczkę.

— Tu są dokumenty mieszkania — powiedziałam, otwierając je. — Właściciel: ja. Zameldowani: ja i dziecko. Pani — nie.

Paweł pobladł.

— Ania, po co ty…