1200 złotych za wnuka: teściowa wystawiła

— Anno, bez emocji. Ja nie „siedziałam”, ja pomagałam. Pomoc też kosztuje. Teraz wszyscy tak żyją.

Paweł w końcu pojawił się w przedpokoju. W domowych spodniach, z zagubioną miną człowieka, którego nagle postawiono między dwoma frontami.

— Mamo, no jakoś tak… — zawahał się, podrapał po karku. — Przecież sama zaproponowałaś pomoc.

— Zaproponowałam pomoc, a nie darmową pracę — ucięła. — Swój czas cenię. A tak w ogóle, mogłabym wziąć więcej. Sześćset to jeszcze po ludzku.

Poczułam, jak we mnie narasta fala — ciężka, gorąca, tłumiona od dawna. Za tym zdaniem stanęły wszystkie wcześniejsze „drobiazgi”: uwagi, spojrzenia, aluzje, kontrola. Wszystko to, co latami przełykałam dla świętego spokoju.

— Ciekawe — powiedziałam powoli, patrząc jej prosto w oczy — czy czynsz za przebywanie w mieszkaniu też liczy pani „po rynku”? Czy na razie tylko opiekę nad wnukiem?

Małgorzata na moment zamarła. Dosłownie na moment. Ale zauważyłam to.

Wyprostowała się jeszcze bardziej, zacisnęła usta i schowała notes do torebki, jakby rozmowa była już zakończona.

— Nie o tym teraz mówimy — powiedziała chłodno. — Czekam na przelew.

Cisza w przedpokoju stała się gęsta, niemal namacalna. Nawet zegar na ścianie zdawał się zwolnić.

Stałam boso na zimnych płytkach i nagle z absolutną jasnością zrozumiałam: dalej milczeć już się nie da.

Milczałam zbyt długo, by teraz mówić pochopnie.