— Anno, bez emocji. Ja nie „siedziałam”, ja pomagałam. Pomoc też kosztuje. Teraz wszyscy tak żyją.
Paweł w końcu pojawił się w przedpokoju. W domowych spodniach, z zagubioną miną człowieka, którego nagle postawiono między dwoma frontami.
— Mamo, no jakoś tak… — zawahał się, podrapał po karku. — Przecież sama zaproponowałaś pomoc.
— Zaproponowałam pomoc, a nie darmową pracę — ucięła. — Swój czas cenię. A tak w ogóle, mogłabym wziąć więcej. Sześćset to jeszcze po ludzku.