Drzwi otworzyły się gwałtownie.
Wszystkie głowy się odwróciły.
Victoria Hale siedziała na szpitalnym wózku inwalidzkim, blada, lecz emanująca autorytetem.
„Proszę” – powiedziała spokojnie. „Kontynuuj. Ciekawa jestem, czego ja rzekomo bym chciała”.
Nikt się nie odezwał.
„Jestem przytomna od dziewięciu dni” – kontynuowała. „Słyszałam manipulację. Groźby. Zwłaszcza wobec jedynego człowieka w tym budynku o uczciwych poglądach”.
Jej wzrok utkwił w Thomasie.
„Zostajesz zwolniony. Ze skutkiem natychmiastowym. Ochrona wyprowadzi cię. Jeśli skontaktujesz się z choć jednym klientem, mój zespół prawny odpowiednio zareaguje”.
Gdy go wyprowadzono, w pokoju zapadła cisza.
„Spotkanie zakończone” – powiedziała cicho. „Jutro zajmiemy się restrukturyzacją”.
W windzie spojrzała na Daniela inaczej.
„Dziękuję” – powiedziała.
„Po prostu wykonywałem swoją pracę.”
„Nie. Wybrałeś charakter ponad wygodę.”
Kiedy drzwi się otworzyły, dodała: „Od jutra nie będziesz już moim asystentem”.
Jego twarz posmutniała. „Zwalniasz mnie?”
Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech.
„Awansuję cię. Dyrektorze Operacyjny. Potrzebuję kogoś, komu ufam. To ty.”
Patrzył bez słowa.
„I przyprowadź kiedyś Lily” – dodała. „Chciałabym poznać młodą kobietę, która pomogła ukształtować tak porządnego mężczyznę”.
Kiedy promienie słońca grzały jej twarz, Wiktoria coś zrozumiała.
Katastrofa miała być jej końcem.
Zamiast tego ujawniło prawdę.
Zbudowała swoje imperium na kontroli.
Teraz będzie mogła odbudować wszystko na bazie zaufania.