Starsza kobieta spędziła całe lato i jesień wbijając ostre drewniane kołki w dach. Sąsiedzi byli przekonani, że straciła rozum… aż w końcu nadeszła zima.

W końcu ktoś odważył się zapytać go o to bezpośrednio.

 

„Dlaczego to robisz? Boisz się czegoś?”

 

Nie wydawała się defensywna. Nie wyglądała na zdezorientowaną. Po prostu spojrzała w górę i spokojnie odpowiedziała:

 

„To moja ochrona.”

 

„Ochrona przed kim?” – pytali.

 

„O tym, co się wydarzy” – powiedziała.

 

Nie podała żadnych dalszych wyjaśnień.

 

Potem nadeszła zima i wszystko stało się jasne.

 

Najpierw spadł śnieg. Potem nadszedł wiatr. Gwałtowne, nieustanne podmuchy, które łamały drzewa i rozrywały wioskę na kawałki. Ludzie nie spali w nocy, słuchając jęków dachów i rozpadających się płotów. Rano po podwórkach walały się porozrzucane blachy dachowe.

 

Kiedy burza w końcu minęła, sąsiedzi wyszli na zewnątrz, aby ocenić szkody.