Mąż świętował już swoje zwycięstwo w sądzie, odbierając ciężarnej żonie wszystko – ale na salę sądową wszedł mężczyzna z księgą rachunkową.

Semiën Jegorowicz patrzył na nią z niedowierzaniem:

„Rzucił cię? Dmitrij?”

„Po prostu zamknął drzwi.”

Bijąc palcami w stół, zmarszczył brwi. Po chwili zadzwonił do kilku osób, a następnego dnia oznajmił:

„Wiktor. Jego ojciec kiedyś wyrzucił go z bazy za kradzież. Teraz się zemścił. Obiecał Dmitrijowi kontrakty, jeśli ten pozbędzie się ciebie. Chce, aby całe dziedzictwo przypadło tylko jemu, bez podziału.”

Anna tylko milczała. Nie mogła w to uwierzyć.

„Dmitrij zgodził się?”

Semiën Jegorowicz skinął głową:

„Boję się, że tak.”

Sędzia zwróciła się w ich stronę:

„Czy obrona ma dodatkowe dowody?”

Prawnik Dmitrija rozłożył ręce:

„Wszystko już zostało przekazane. Inne dowody nie są potrzebne.”

Dmitrij uśmiechnął się krótko, ledwie zauważalnie. I w tym momencie otworzyły się drzwi.

Do sali wszedł starszy mężczyzna w zniszczonej kurtce, z ciężką torbą na ramieniu. Jego twarz była opalona i pomarszczona, a dłonie robotnicze — duże i spękane. Rozejrzał się po sali i skinął Semiënowi Jegorowiczowi.

Dmitrij zamarł. Jego twarz zbledła.

„Kto to jeszcze jest?”

syknął do prawnika.

Semiën Jegorowicz powstał:

„Wasza Wysokość, świadek obrony. Nikołaj Fiodorowicz, magazynier bazy zakontraktowanej. Prowadził księgowość przez trzydzieści lat. Może potwierdzić niektóre okoliczności.”

Nikołaj Fiodorowicz wyciągnął grubą zeszyt z zatartej okładki. Księga magazynowa — takich od lat się nie prowadzi, wszystko w komputerach. Ale on zachował stare zapisy.

„Tu jest wszystko,”

powiedział, otwierając stronę.

„Dostawy, faktury, podpisy. Dmitrij często jeździł do Wiktora, podpisał dokumenty. Wszystko zarejestrowałem. Z przyzwyczajenia.”

Dmitrij nagle wstał:

„Jak ma to posłużyć sprawie?”

Semiën Jegorowicz spokojnie wyjął kartki z teczki:

„W najprostszy sposób. Wśród tych faktur znajduje się kwit. Podpisany przez pańskiego klienta.”