Koszmarny wypadek. Wbił się w ciężarówkę, wlokła go autostradą przez dwa kilometry

Piątek 13 lutego 2026 roku na autostradzie A2 w okolicach Baranowa przybrał dramatyczny obrót. Około godziny 22 służby ratunkowe otrzymały zgłoszenie o poważnym wypadku z udziałem samochodu dostawczego i ciężarówki. 

Koszmar na A2 pod Warszawą. Samochód dostawczy wleczony przez tir 
Kierowca ciężarówki nie zdawał sobie sprawy z tragedii. Dramat odkryty przez innych kierowców
Strażacy w akcji. Wydostawanie uwięzionych i transport do szpitala
Koszmar na A2 pod Warszawą. Samochód dostawczy wleczony przez tir
Do zdarzenia doszło na prostym odcinku autostrady A2, tuż przed zjazdem w kierunku Baranowa. Samochód dostawczy, przewożący dwa osoby, najprawdopodobniej nie zdążył wyhamować przed ciężarówką poruszającą się tym samym pasem. Uderzenie było na tyle silne, że dostawczak niemal w całości zawisł na tylnej osi tira, a jego karoseria została wciśnięta pod naczepę. Kierowca pojazdu ciężarowego, nieświadomy sytuacji, kontynuował jazdę, co oznaczało, że pasażerowie dostawczaka doświadczali wleczenia przez niemal dwa kilometry.

W środku panowała ogromna panika. Jeden z pasażerów relacjonował później, że czuli każdy nierówny fragment drogi – auto szarpało, trzaskało, a nad ich głowami karoseria uginała się pod naporem tylnej osi tira. Dźwięk metalu ocierającego się o asfalt był przerażający, a widok przesuwających się przed szybą świateł ulicznych i mijanych aut tylko potęgował uczucie bezsilności. Nie mogli się wydostać z wnętrza pojazdu, a każdy ruch auta wywoływał ból i lęk.

Sytuacja była tym bardziej dramatyczna, że noc, słaba widoczność i ograniczone oświetlenie autostrady zwiększały ryzyko kolejnych zdarzeń. Inni kierowcy, zauważywszy dziwnie zachowujący się pojazd ciężarowy i dziwne „ciągnięcie” za nim auta, zaczęli sygnalizować i w końcu zmusili kierowcę tira do zatrzymania się. Dopiero wtedy okazało się, jak poważny był wypadek i że w pojeździe wciąż znajdują się ludzie.

W tle tej dramatycznej sytuacji cały ruch na autostradzie zwolnił, tworząc korki i dodatkowe zagrożenie dla kolejnych uczestników drogi. Moment zatrzymania tira był prawdziwym uratowaniem życia – od tego momentu ratownicy mogli rozpocząć wydostawanie uwięzionych osób.

wypadek, fot. FB/OSP Wiskitki

Kierowca ciężarówki nie zdawał sobie sprawy z tragedii. Dramat odkryty przez innych kierowców
Najbardziej zaskakującym i jednocześnie dramatycznym elementem tej historii jest fakt, że kierowca tira przez długi czas nie zdawał sobie sprawy, że za jego naczepą znajduje się wleczony samochód z pasażerami. Według relacji świadków, tuż po uderzeniu poczuł nagłe szarpnięcie i delikatne drgania naczepy, które początkowo zinterpretował jako uszkodzenie opony lub problem techniczny z zawieszeniem. Nie zatrzymał się natychmiast, lecz postanowił dojechać do najbliższego Miejsca Obsługi Podróżnych w Baranowie, sądząc, że awaria wymaga jedynie szybkiego sprawdzenia.

Przez cały ten czas osoby uwięzione w samochodzie dostawczym musiały znosić przerażający stres i niepewność – czuły każde drganie, uderzenie o nawierzchnię, a widok mijanych samochodów potęgował uczucie bezradności. Panika w środku była ogromna, zwłaszcza że nie było możliwości samodzielnego wydostania się z pojazdu.

Ratunek przyszedł dzięki czujności innych kierowców, którzy jechali tą samą trasą. Zauważyli dziwnie zachowujący się tir i auto wleczone za jego naczepą. Poprzez sygnały dźwiękowe i miganie światłami zmusili kierowcę do zatrzymania się, co uratowało życie pasażerów. Jeden z nich później relacjonował, że w chwili zatrzymania serce biło mu tak mocno, że czuł je w gardle, a świadomość, że nadal są przytomni i mogą zostać uratowani, była niewiarygodnym uczuciem ulgi.

Ta sytuacja pokazuje, jak ważna jest czujność nie tylko kierowców, którzy prowadzą pojazdy, ale również tych, którzy obserwują drogę i reagują na niebezpieczne sytuacje. Dzięki szybkiemu ostrzeżeniu innych uczestników ruchu udało się uniknąć prawdziwej tragedii.

Znamy zwycięzcę “The Voice Senior”. Niebywałe, co się okazało
Czytaj dalej

Nie do wiary, co “wypalił” Małysz po drugim medalu Tomasiaka. Internet huczy
Czytaj dalej
Strażacy w akcji. Wydostawanie uwięzionych i transport do szpitala
Po przybyciu służb ratunkowych na miejsce zdarzenia ukazał się przerażający obraz – samochód dostawczy był niemal całkowicie zmiażdżony, a karoseria nadawała się wyłącznie do złomowania. Mimo dramatycznego stanu pojazdu, obie osoby znajdujące się w środku były przytomne, choć w ogromnym szoku. Jedna z nich utknęła w kabinie, nie mogąc samodzielnie się wydostać.

Strażacy natychmiast przystąpili do działań ratunkowych, wykorzystując specjalistyczne narzędzia hydrauliczne, w tym nożyce i rozpieracze, aby bezpiecznie rozciąć wrak i uwolnić uwięzionego pasażera. Operacja wymagała precyzji i koordynacji – każda sekunda była istotna, a każdy ruch musiał być przemyślany, by nie pogorszyć obrażeń poszkodowanego.

Akcja ratunkowa trwała około 80 minut i była prowadzona przez trzy zastępy Państwowej Straży Pożarnej z Żyrardowa, wspierane przez dwa zastępy ochotniczej straży pożarnej. Na miejscu obecna była również policja, która kierowała ruchem i zabezpieczała teren, oraz pogotowie ratunkowe, gotowe do natychmiastowego transportu rannych do szpitala.

Dzięki sprawnej, profesjonalnej akcji służb ratunkowych, obie osoby zostały bezpiecznie wydobyte z wraku i przewiezione do szpitala. Pomimo dramatyzmu zdarzenia i ogromnego stresu, którym były poddane, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Ratownicy podkreślają, że szybkie powiadomienie i reakcja innych kierowców były kluczowe, a współpraca wszystkich służb ratunkowych pozwoliła uniknąć tragedii.

To wydarzenie jest kolejnym dowodem, jak niebezpieczne mogą być nocne podróże po autostradach i jak ważne jest zachowanie czujności zarówno kierowców, jak i osób podróżujących.