„Fajna sukienka” – zadrwiła moja mama. „Zapomniałeś też zaktualizować identyfikator?” Śmiali się – aż helikopter wylądował.

Ani śladu po Annie.

W pewnym momencie na zdjęciu grupowym z Modelu ONZ wymieniono moje nazwisko.

— Ona przecież nie zrezygnowała na początku, co? szeptał ktoś za mną.

Na zdjęciu było widać ledwie mój zamglony wizerunek, z ostatniego rzędu.

Pamiętałam ten dzień: to ja wygłosiłam finalne przemówienie.

A na ekranie przybliżyliśmy Bryca, skompresowanego w rogu, w zbyt dużym garniturze.

Nawet nie przemówił.

Wtedy zrozumiałam.

Nie tylko mnie zapomniano.

Przerobili mnie na nowo.

Moi rodzice zaczęli od nowa i od nowa, z cierpliwością, jakby szorowali plamę na drogocennej tkaninie.

A najgorsze? Ich wersja rzeczy stawała się prawdziwą.

W tej sali nikt nie wiedział, kim naprawdę jestem.

I co gorsza, nikt nie wydawał się ciekaw tego, by to odkryć.

Powietrze na zewnątrz miało inny smak, gdy wyszłam na balkon.

Wewnątrz, wszyscy zajmowali się ciastem na przyjęcie.

Moja matka, trzymająca kielich szampana.

Mój ojciec, w centrum radosnego śmiechu.

Bryce, otoczony halo uśmiechów ze znanych szkół.

Z tego miejsca przypominali film, z którego zostałam wydarta.

Nie płakałam.

Dawno już wymieniłam łzy na coś innego: spokój, budowany stopniowo poprzez naukę życia bez zatwierdzenia ze strony rodziny.

Telefon wibrował.

Bez nazwy, tylko znana notyfikacja.

Zaktualizowany status MERLIN.

Poziom zagrożenia: trzy, rosnący.

Wniosek EYES.

Wróciłam do mojego apartamentu, zamknęłam drzwi i zasłoniłam zasłony.

Następnie wyciągnęłam czarną teczkę, którą ukryłam pod moją zawieszoną sukienką.

Odciśnięcie palca. Głos. Siatkówka.

Trzy zabezpieczenia.

Zamek kliknął, a interfejs otworzył się przy miękkim elektronicznym szeptaniu.

Strumień poufnych danych zaczął się pojawiać, znajomy jak język, którego nigdy nie zapomnimy.

MERLIN przestał być teoretycznym ćwiczeniem.

Włamanie.

Na żywo.

Multi-wektory.

Międzynarodowe reperkusje.

Sygnalizowane w archiwach NATO.

To nie był hałas.

To był akt wrogi.

A my potrzebowaliśmy mnie.

Podczas gdy moja rodzina wznosiła toast za wersję mnie, którą chcieliby widzieć – absolwentka Harvardu, mężatka, konsultantka na Wall Street – gdzieś tam czekała jednostka cybernetyczna na moje rozkazy.