Ciąg dalszy historii

Zofia nie spała całą noc. Dokumenty leżały na stole w równych stosach, przyciśnięte ciężką metalową linijką, żeby rogi się nie podwijały. Klucz — osobno. Kilka razy brała go do ręki, przekładała z dłoni do dłoni, ważyła, jakby w samym metalu mogła znaleźć podpowiedź. Rano zaparzyła kawę, ale nie wypiła ani łyka. Oczy piekły, głowa pulsowała, a sen nie nadchodził nawet na chwilę. Czytała listy raz po raz.

Babcia pisała bez ozdobników — sucho, precyzyjnie, jakby z góry wiedziała, że nie będzie czasu na sentymenty. W jednym z ostatnich arkuszy było podkreślone: „Jeśli to czytasz — znaczy, że niczego nie znaleźli. To znaczy, że zrobiłam wszystko dobrze.” Zofia zamknęła oczy. — Byłaś pewna… — wyszeptała.

Dalej znajdowały się wskazówki. Adres. Nie w centrum. Nie w jej dzielnicy. Stara strefa przemysłowa na obrzeżach miasta. Opuszczone magazyny, które od lat miały zostać zburzone, ale wciąż stały. Między cyframi — numer skrytki. I data.

Sprzed dwudziestu lat. Zofia przeczytała wiersz trzy razy. — Przechowalnia?.. — wydusiła. Serce znów przyspieszyło. Klucz w jej dłoni nagle zrobił się ciężki, jakby nalano w niego ołów.

Zarzuciła płaszcz na roboczą kurtkę, wsunęła teczkę z dokumentami do plecaka i wyszła, nawet nie sprzątając warsztatu. Drzwi zamknęły się za nią głucho, ostatecznie. Kompleks magazynowy przywitał ją szarymi betonowymi fasadami i zardzewiałymi bramami. Tabliczki z numerami budynków ledwo trzymały się na śrubach, a wiatr trzaskał strzępami folii. W budce siedział ochroniarz, czytając gazetę. — Potrzebuję skrytki depozytowej — powiedziała Zofia, starając się, by głos brzmiał spokojnie. Podniósł wzrok.

— Której? Podała klucz. Zmarszczył brwi, obrócił go w palcach. — Stare… — mruknął. — Takich nie używa się już od piętnastu lat. — One jeszcze istnieją?

Zawahał się. — Niektóre. Wstał i narzucił kurtkę. — Chodźmy. Szli długim korytarzem z betonową podłogą. Lampy pod sufitem migotały, powietrze pachniało kurzem i olejem maszynowym.

— Skąd ma pani klucz? — zapytał, nie odwracając się. — Od krewnej. — Dawno? — Wczoraj. Parsknął krótko.