— Jeśli nie masz nic przeciwko… Odkąd go zobaczyłem, nie mogę przestać o nim myśleć. Magdalena wtedy długo milczała. Patrzyła na zdjęcie, a w jej piersi powoli rodziło się coś trudnego do nazwania — mieszanina bólu, strachu i nagłej, niespodziewanej czułości. Bała się znów mieć nadzieję. Bała się przywiązać. Bała się, że nie podoła. Ale jeszcze bardziej bała się pustki. — Tomasz… — powiedziała wtedy cicho. — To poważna decyzja. To nie jest chwilowy impuls. — Wiem — podniósł na nią wzrok. — Wszystko rozumiem. Nie szukam zastępstwa. Chcę rodziny. Prawdziwej. Z tobą.
Nie zgodziła się od razu. Były rozmowy, wątpliwości, wizyty w ośrodku adopcyjnym, stosy dokumentów. Były bezsenne noce, kiedy leżała w ciemności i myślała: „A jeśli mnie nie zaakceptuje? A jeśli nie będę potrafiła pokochać go jak własnego?” Ale w dniu, kiedy po raz pierwszy spotkali Oskara, wszystkie jej lęki jakby się rozproszyły. Chłopiec stał przy oknie — szczupły, spięty, zbyt poważny jak na swój wiek. Nie rzucił im się w ramiona, nie uśmiechnął się szeroko. Po prostu patrzył — uważnie, niemal po dorosłemu. Gdy Magdalena przykucnęła przy nim i powiedziała: — Cześć, Oskar —
on tylko lekko skinął głową. W tamtej chwili zrozumiała, że odwrotu już nie ma. …Magdalena przewróciła się na bok. W ciemności sypialni świeciły cyfry zegara — 00:27. I nagle — cichy trzask zamka. Zesztywniała, ale nie otworzyła oczu. Serce zaczęło bić szybciej. To on. Wreszcie. Kroki były ostrożne, niemal skradające się. Tomasz wszedł do sypialni, zatrzymał się. Czuła jego obecność — ciężką, napiętą. Nie podszedł od razu do łóżka. Najpierw wyszedł do korytarza, potem wrócił. I wtedy usłyszała jego przyciszony głos.
— Tak… jestem w domu… — powiedział cicho. — Nie, ona śpi. Magdalena znieruchomiała. — Nie mogłem zostać dłużej. Tak, rozumiem… Ale dziś to nie był odpowiedni dzień. Pauza. — Jutro przyjadę. Porozmawiamy spokojnie. Serce Magdaleny opadło jak kamień. Dokąd przyjedzie? O czym będą rozmawiać?
— Nie zaczynaj, mamo — westchnął zmęczonym głosem. — Już podjąłem decyzję. W jej ciele rozlał się chłód. — Nie. Nie zrezygnuję z niego. I nie zamierzam odsyłać Oskara z powrotem. Cisza po drugiej stronie musiała być wymowna, bo Tomasz mocniej ścisnął telefon. — Bo on jest moim synem. I koniec. Magdalena przestała oddychać.
— Możesz tego nie akceptować. Ale ja wybrałem. A jeśli ci się to nie podoba, to twój problem. Rozłączył się. Przez kilka sekund panowała zupełna cisza. Potem Tomasz powoli wszedł do sypialni. Myślał, że śpi. Usiadł na brzegu łóżka. — Przepraszam — wyszeptał. — Przepraszam, że nie było mnie dziś przy tobie. Magdalena otworzyła oczy. Drgnął.