W wielkiej sali rozbrzmiewał głośny szmer.
Setki głosów mieszały się z muzyką orkiestry, brzękiem kieliszków i śmiechem gości. Kryształowe żyrandole błyszczały bardziej niż słońce, odbijając się w lustrach powieszonych na ścianach.

Wszystko było dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, od złotych wzorów na zasłonach po nieskazitelne obrusy, na których dumnie prezentowały się dania haute cuisine.
Ten wieczór miał stać się wydarzeniem dla całej miejskiej elity.
Wśród gości, przyzwyczajonych do luksusu i uwagi, zagubiła się Alina. Nie przyszła tu, by tańczyć ani nawiązywać kontakty, lecz jedynie towarzyszyć mężowi, który był zatrzymany przez spotkanie.
Jej suknia, choć schludna, wydawała się zbyt skromna w porównaniu do strojów innych dam.
Bez diamentów, bez naszyjników, tylko stonowany wygląd i nieśmiałe spojrzenie.
Trzymała się z godnością, lecz w oczach gości od razu wyglądała jak obca.
Niektóre kobiety, stojące przy stole z szampanem, szeptały między sobą, ledwo zauważalnie wskazując Alinę.
Mężczyźni również wymieniali spojrzenia: niektórzy z lekkim zainteresowaniem, inni z pogardliwym uśmiechem.
W ich świecie liczył się tylko wygląd i status, a Alina zdawała się nie należeć do scenerii tego wystawnego balu.
Wkrótce podeszła do niej gospodyni wieczoru, dojrzała kobieta w luksusowej sukni zdobionej perłami, o chłodnym wyrazie twarzy.
Jej spojrzenie przesunęło się po Alinie od stóp do głów, oceniając ją, a jednocześnie odrzucając jak coś zbędnego.