„Zgubiona sucz!” Podchorążowie łapią niewłaściwą nową kobietę — a ona

Porucznik Sarah Reeves wysiadła z wojskowego helikoptera transportowego, zarzucając torbę na jedno ramię.

Wspólny ośrodek szkolenia operacji specjalnych rozciągał się przed nią — labirynt budynków i torów przeszkód ulokowany w wiejskich terenach Wirginii.

Po trzech turach bojowych i zdobyciu trójzębu jako jedna z nielicznych kobiet w Navy SEALs, to przydzielone stanowisko instruktorki miało być proste.

Ale zgiełk nowych podchorążych przybywających na zaawansowane szkolenia taktyczne był gęsty od testosteronu, brawury i tej specyficznej arogancji, która rodzi kłopoty.

Sarah zmrużyła oczy na swoje rozkazy — budynek B17. Nie były to kwatery instruktorskie, których się spodziewała.

Prawdopodobnie kolejna administracyjna pomyłka, ale wyjaśni to po zameldowaniu.

Gdy przechodziła przez teren ośrodka, podszedł do niej młody mundurowy podchorąży, o nienagannej, sztywnej postawie.

— Proszę pani, potrzebuje pani pomocy? — zapytał. Na jego plakietce widniało nazwisko Jenkins.

— Poradzę sobie, dzięki. Tylko orientuję się w terenie — odparła Sarah, zauważając jego ledwie ukrywaną ocenę jej cywilnych ubrań i pojedynczej torby.

— Nowo przybyli powinni najpierw zgłosić się do punktu przyjęć. Zgubiła się pani? — naciskał Jenkins.

Zanim Sarah zdążyła go poprawić, dołączyło trzech kolejnych podchorążych, wymieniając spojrzenia.

Od razu rozpoznała ten wzrok — widziała go niezliczoną ilość razy w swojej karierze. Założenie, że nie pasuje.

— Wygląda na to, że mamy tu zagubioną — rzucił Jenkins z drwiącym uśmiechem. — Jak się pani nazywa i gdzie pani została przydzielona?

Sarah rozważała poprawienie ich, ale lata pracy wywiadowczej nauczyły ją wartości obserwacji.

Czasem więcej da się nauczyć, patrząc, niż mówiąc. — Reeves, budynek B17.