Młody miliarder ratuje nieprzytomną dziewczynkę, która kurczowo trzyma bliźnięta na zimowym placu. Ale kiedy ona budzi się w jego posiadłości, szokujący sekret zmienia wszystko.

—„Po prostu o ciebie prosi” — powiedziała cicho.

Jack podszedł do drzwi sypialni.

—„Lili, to ja.”

Słychać było szybkie kroki.

Drzwi się otworzyły.

Lili rzuciła się mu w ramiona, płacząc.

—Mówili w telewizji, że mogą nas zabrać.

—Hej, spójrz na mnie.

Jack objął ją za ramiona.

—Nikt cię nie zabierze.

—Obiecałeś, pamiętasz?

—Ale ty nie jesteś naszym ojcem — płakała.

—A co jeśli sędzia nas odda?

—Tak, Lili — Jack uklęknął na jej wysokości.

—Rodzina to nie tylko krew, to miłość, troska i ochrona.

—I kocham was troje bardziej niż cokolwiek na tym świecie.

Sara, obserwując z drzwi, poczuła, jak serce jej tonie.

W tych słowach było tyle prawdy, tyle miłości w tej scenie, tej samej miłości, którą milczała przez lata.

Później, po tym jak uspokoiła Lili i położyła ją spać, znalazła Sarę w bibliotece.

Stała przy oknie, wpatrując się w noc.

—„Miałaś mi dzisiaj coś powiedzieć” — przypomniała jej delikatnie.

W sali sądowej Sara powoli się odwróciła, ciche łzy spływały po jej twarzy.

—To nie jest odpowiedni moment — próbował uśmiechnąć się.

—Masz za dużo do zrobienia.

Sara Jack podeszła bliżej i wzięła jego dłonie w swoje.

—Proszę.

Wzięła głęboki oddech i zebrała odwagę.

—Kocham cię, Jack.

—Kocham cię od lat.

—Obserwowałam, jak budujesz swoje imperium.

—Podziwiałam twoją siłę, determinację, ale nigdy nie kochałam cię bardziej niż teraz, widząc cię z tymi dziećmi, widząc niesamowitego ojca, którym się stałeś.

Jack miał wrażenie, że świat przestał się kręcić.

Jak mógł tego wcześniej nie zauważyć?

Sara zawsze była obok, jego bezpieczną przystanią, powierniczką, osobą, która utrzymywała dom w porządku, która pomagała wychowywać jego syna, jego dzieci.

To uderzyło go jak piorun.

To były jego dzieci, bez względu na to, co mówił sąd.

Te trzy małe życia były teraz jego rodziną.

A Sara, Sara również była częścią tej rodziny.

—„Byłem głupcem” — wymamrotał, delikatnie dotykając jej twarzy.

—„Ślepym głupcem.”

Zanim zdążyła powiedzieć coś więcej, z monitora dobiegł płacz dziecka.

Sara odruchowo zrobiła krok w tył.

—„To musi być Emma” — powiedziała, ocierając łzy.

—„Zawsze budzi się o tej porze.

—Idę.”

Jack potrzymał jej dłoń przez chwilę, ale ta rozmowa jeszcze się nie skończyła.

Kolejne dni były pełne wyczuwalnego napięcia w rezydencji.

Prasa dowiedziała się o historii.

Kawaler-miliarder walczył o opiekę nad trójką dzieci przeciwko potencjalnie niedbałemu ojcu.

Fotoreporterzy tłumnie pojawili się przed bramą, zmuszając Jacka do wynajęcia dodatkowej ochrony.

Rano w dniu ostatecznej rozprawy Lili ponownie odmówiła wypuszczenia Jacka.

—„Weź nas ze sobą” — błagała.

—„Proszę, nie mogę, malutka, ale obiecuję, że szybko wrócę.”

Zawahała się na moment.

—„A kiedy wrócę, jak byś się poczuła, gdyby Sara zamieszkała z nami na stałe?”

—Jako część rodziny.

Oczy Lili się rozszerzyły.

—Ty i Sara bierzecie ślub.

Jack się uśmiechnął.

—Może.

KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕