Młody miliarder ratuje nieprzytomną dziewczynkę, która kurczowo trzyma bliźnięta na zimowym placu. Ale kiedy ona budzi się w jego posiadłości, szokujący sekret zmienia wszystko.

„Ostatnia szansa, Morrison.

Oddaj mi dzieci i nikt nie ucierpi.”

„Nie tkniesz ich,” oświadczył Jack stalowym głosem.

„Nigdy więcej.”

Jakby ktoś przełączył wyłącznik.

Robert wykonał szybki gest.

Jego ludzie ruszyli naprzód, ale Jack był gotowy.

Lata treningu sztuk walki nie poszły na marne.

Pierwszy mężczyzna padł precyzyjnym ciosem, ale pozostali dwaj byli bardziej doświadczeni.

Walka przeniosła się na korytarz, meble przewrócone, szkło rozbite.

W pewnym momencie Jack usłyszał, jak Sara krzyczy, że policja jest w drodze.

Robert stał na uboczu, obserwując chaos z krzywym uśmiechem.

Jeden z mężczyzn przypchnął Jacka do ściany, ale zarządzanie miliardami nauczyło Jacka, by zawsze mieć plan B.

Szybkim ruchem nacisnął przycisk paniki ukryty w listwie przypodłogowej.

Aktywowały się zabezpieczenia zraszaczy, zalewając wszystkich wodą w ciągu kilku sekund.

System mgły nie był wodą, lecz nieletalnym środkiem przeznaczonym na sytuacje takie jak ta.

W ciągu kilku minut napastnicy zaczęli kaszleć i tracić koordynację.

Tato.

Krzyk przebił chaos jak nóż.

Lily stała na szczycie schodów, uciekając z bezpiecznego pokoju.

Jej zielone oczy były szeroko otwarte ze strachu.

„Lily,” krzyknął Robert, jego głos był dziwną mieszanką triumfu i desperacji.

„Chodź z tatą.

Musimy znaleźć twoich braci.”

„Nie!” krzyknął, cofając się.

„Zraniłeś mamę.

Chcesz skrzywdzić maluchy?”

„Twoja matka była słaba,” warknął Robert, jego maska całkowicie opadła.

Zamierzał wszystko zniszczyć.

Pieniądze są moje.

Wszystko jest moje.

W tym momencie drzwi rezydencji wybuchły i otworzyły się.

Zespół SUAT wpadł do pokoju, broń gotowa do akcji.

Roberto i jego ludzie zostali szybko obezwładnieni, mimo chaotycznych protestów dotyczących praw rodzicielskich i własności prywatnej.

Jack wbiegł po schodach i wziął Lily na ręce.

Drżała, ale jej oczy nigdy nie oderwały się od obrazu zakutego w kajdanki ojca.

„To już koniec,” wyszeptał.

„To już koniec, malutka.”

Jack mocno ją przytulił.

„Już nigdy cię nie skrzywdzi.”

Sara pojawiła się z bliźniętami na rękach.

Cudem przespały całe to zdarzenie.

„Policja chce z wami porozmawiać,” powiedziała łagodnie.

„A prawnicy już są w drodze.”

Jack kiwnął głową, wciąż trzymając Lily.

Na dole słyszał groźne okrzyki Roberta, gdy był odprowadzany.

„To są moje dzieci.

Moje pieniądze.

Pożałujesz tego, Morrison.”

Lily schowała twarz w kark Jacka, jej małe rączki mocno zaciskały przemoczony jego shirt.

„Nie pozwól mu wrócić,” błagała.

„Nigdy więcej,” obiecał Jack, całując ją w główkę.

„Jesteście teraz moją rodziną i będę chronił moją rodzinę.”

Kolejne godziny to była zawierucha zeznań, raportów policyjnych i konsultacji z prawnikami.

Rezydencja stała się miejscem zbrodni, gdy śledczy zbierali dowody włamania i bójki.

„To pomoże w walce o opiekę,” powiedziała Catherine, główna prawniczka Jacka, obserwując policję.

Włamanie, próba porwania, napaść.

Jego własny grób był już zamknięty.

Jack kiwnął głową, myśląc już o następnym dniu.

Fizyczna walka się skończyła, ale prawna wojna dopiero się zaczynała, a on był gotów walczyć całą swoją siłą.

W pokoju dzieci, teraz pilnowanym przez dwóch funkcjonariuszy, Lily w końcu zasnęła, tuląc swojego misia.

Bliźnięta spały spokojnie w łóżeczkach, nieświadome dramatu, który się rozegrał.

„Wiesz?” powiedziała cicho Sara, wkładając Lily kołdrę.

„Kiedy tamtej śnieżnej nocy przyprowadziłaś te dzieci, wiedziałam, że nasze życie się zmieni.

Ale nigdy nie wyobrażałam sobie, jak bardzo.”

Jack uśmiechnął się, patrząc na swoją tymczasową rodzinę.

To była najlepsza możliwa zmiana.

Na zewnątrz deszcz ustał, a pierwszy świt pojawiał się na horyzoncie.

Zaczynał się nowy dzień, a wraz z nim nowy rozdział w życiu rodziny Morrisonów.

Ale gdy Roberta odprowadzano na komisariat, jego ostatnie słowa odbijały się echem jak złowroga obietnica.

„To jeszcze się nie skończy, Morrison, nawet się nie zaczęło.”

Nadchodząca batalia prawna miała być brutalna, ale był gotów.

Po raz pierwszy w życiu miał coś cenniejszego do ochrony niż wszystkie swoje pieniądze.

Miał rodzinę.

Sala sądowa numer siedem Nowojorskiego Sądu Najwyższego była głęboko milcząca.

Jack Morrison poprawiał krawat po raz dziesiąty tego ranka, wzrok utkwiony w drzwiach, przez które miał wejść Robert Matthus.

Obok niego Catherine Chen przeglądała imponujący stos dokumentów.

„Pamiętaj,” wyszeptała, „zachowaj spokój, cokolwiek się stanie, mamy dowody po naszej stronie.”

Jack kiwnął mechanicznie głową, myślami wracając do sceny, którą opuścił w rezydencji kilka godzin wcześniej.

Lily, blada w nowej niebieskiej sukience, odmówiła puszczenia ręki aż do ostatniego momentu.

„Wrócisz, prawda?” zapytała, a jej zielone oczy były pełne strachu.

Obiecaj.

„Zawsze będę wracał po ciebie, malutka,” obiecał, całując ją w czoło.

„Sara będzie z tobą i bliźniętami przez cały czas.”

Teraz, siedząc w surowej sali sądowej, ta obietnica ciążyła mu jak ołów.

Drzwi boczne się otworzyły i wszedł Robert Matthew, eskortowany przez swoich prawników.

Nawet w kajdankach zachowywał aurę wyuczonej godności, która przez tyle czasu zwodziła tak wielu ludzi.

Jego wzrok spotkał się z Jacka na chwilę, zimny jak lód.

„Wszyscy wstają,” ogłosił funkcjonariusz.

„Sąd otwarty.

Matthew Morrison.

Sędzia Eleanor Blackwater przewodniczy.”

Sędzia Blackwater była znana ze swojej bystrości umysłu i braku cierpliwości do prawnych teatrów.

Jego biegły wzrok przeskanował salę zza okularów do czytania.

„Zanim zaczniemy,” powiedział, „chcę jasno powiedzieć:

To nie jest cyrk medialny.

Jesteśmy tu, by określić najlepsze interesy trójki dzieci.

Proszę kontynuować, pani Chen.”

Catherine wstała z gracją.

„Wysoki Sądzie, przedstawiamy niepodważalne dowody, że Robert Matthew stanowi realne zagrożenie dla państwa dzieci.

KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕