— Wiesz, Andriej, kiedy zaczęłam podejrzewać?
Nie wtedy, gdy:
zobaczyłam numer nieznajomej dziewczyny w twoim telefonie,
poczułam obcy perfum na koszuli,
ale gdy przestałeś interesować się moją opinią.
Pamiętasz, wiosną pytałeś, gdzie pojechać na wakacje? Latem już powiedziałeś: jedziemy do Soczi, zarezerwowałem.
Mały szczegół, a wymowny.
— Myślałem, że ci wszystko jedno…
— Dokładnie. Uznałeś, że mi wszystko jedno. Że jestem jak mebel — istnieję, nie przeszkadzam, nie wymagam szczególnej uwagi.
— Dokładnie. Nie pomyślałeś o mnie.
I to nie była złość z twojej strony, ani chęć zranienia mnie.
Po prostu stałam się dla ciebie niewidzialna.
A niewidzialna osoba nie może cierpieć, smucić się ani marzyć. Po prostu istnieje albo nie istnieje.
Pożegnanie
— Lido, ja…
— Andriuszu, nie przepraszaj. Przeprosiny teraz to próba zmniejszenia własnej winy. A ja nie potrzebuję twojej winy. Potrzebuję mojej wolności.
Zebrał swoje kartki, włożył długopis do kieszeni. Ruchy powolne, jakby wciąż czegoś oczekiwał.
— Dzieci… jak im powiemy?
KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕